Dlaczego w Australii nie możesz używać świateł awaryjnych? Jak przyrządzić szybko ciepłe danie w samochodzie i gdzie pójść gdy niczego nie potrzebujesz?

W części pierwszej (praktyczne porady część I) pisałam o tych grubych organizacyjnych kwestiach m.in. o wyborze i kupnie biletów lotniczych, o wypożyczaniu auta i ubezpieczeniu. Ten wpis natomiast będzie dedykowana codziennym sprawom jak zakupy, jazda samochodem czy gotowanie w podróży. Znajdziesz też odpowiedź na pytanie: dlaczego nie używać świateł awaryjnych?

Gotowanie w aucie

Jeśli planujecie jeździć autem i częściowo może nawet w nim mieszkać, to nie może Wam go zabraknąć. A mowa o… czajniku samochodowym. Nie jest drogi, nie zabiera wiele miejsca, a jest mega przydatny. Czajnik taki podłącza się do gniazdka samochodowego.
My osobiście nie zabieramy ze sobą sprzętu na gaz i butli gazowej (bo nie za bardzo można je przewozić samolotem czy promem). Jednak zawsze mamy na pokładzie nasz mały czajnik. A z nim już kilka rzeczy można przyrządzić. Chociażby poranną ciepłą kawę. Ale sprawdza się też rewelacyjnie przy przygotowywaniu prostych posiłków. My za jego pomocą ‘gotujemy’ (ok. zalewamy wrzątkiem) w termosie kuskus, makaron pełnoziarnisty, płatki jaglane, owsiane i inne. Do ciepłych zbóż wystarczy dodać jakiegoś sosu i fasolkę ze słoika i danie na ciepło jest gotowe. Do tego świeże warzywka i pełnowartościowy posiłek jest gotowy. 😀
Trzeba mieć tylko na uwadze, że woda w takim czajniku samochodowym dość długo się gotuje.

Zaoszczędź 30% na zakupach

Jak zapewne wiecie, Australia nie jest tania. Jest jednak pewien prosty sposób na płacenie około 30% mniej za zakupy. Trzeba zakupy robić w… Aldi. W Australii dominują 3 sieci supermarketów. Pierwsze dwa giganty to Woolworths oraz Coles. Ten pierwszy jest najdroższy. Coles nieco tańszy. Ale zdecydowanie najtańszy jest niemiecki Aldi. Problem w tym, że nie jest on tak powszechny jak pozostałe 2 sieciówki.
Więcej na temat australijskich cen i dokładny kosztorys naszej miesięcznej wyprawy możecie znaleźć w poście Australia z dzieckiem – co i za ile, czyli jak gruby portfel zabrać.

Nie zbankrutuj na warzywach i owocach

Kontynuując poprzedni punkt – to co najbardziej kuje w oczy, to ceny świeżych owoców i warzyw. I mimo, że te surowce wcale nie są importowane (nieziemskie ceny można by tłumaczyć wysokim kosztem transportu, przechowalnictwa i chłodnictwa). Na 90% świeżych produktów pisze dumnie „australian grown”. Australijczycy niesamowicie cenią sobie swoje rodzime produkty podtrzymując przy tym swoją gospodarkę i swoich rolników. Fajnie, że płacą wysoką cenę, aby ich rolnicy mogli dużo zarabiać. Jednak dla polskiego turysty 15 zł za 1 kg ziemniaków to dość sporo…
Jak ten problem możemy nieco obejść? Kupując warzywa i owoce na stoiskach przy farmach. Kupujemy niemal bezpośrednio z farmy. Wtedy odpada cały koszt pośredników. Nie ma co się oszukiwać, ceny nadal nie będą niskie, ale będą niższe od tych w supermarketach i innych sklepach.

Jeśli niczego nie potrzebujesz odwiedź Target i K-mart

To takie miłe miejsca-sklepy, w których zawsze coś ciekawego znajdziesz. Nawet jeśli niczego akurat nie potrzebujesz. 😛
Sprzedają całkiem fajne produkty za dość niskie ceny. Możesz znaleźć tam wszystko od ubrań, poprzez słodycze i akcesoria samochodowe po gadżety i wózki dla dzieci. Mój mąż kupił sobie spodenki do pływania, ja stanik do karmienia, a Ali kupiliśmy najlepsze śliniaczki ever (przez które wszystkie inne 15 sztuk, które mamy w domu poszły w odstawke).

Kultura jazdy przez duże K

Polaków doprowadzi do szału. Mnie zdecydowanie doprowadzało. Australijczycy jeżdżą NIESAMOWICIE (aż do przesady!) przepisowo. Jeśli jest ograniczenie do 90km/h to wszyscy jadą 90km/h, albo nawet, na wszelki wypadek - 85km/h. A na pasie do wyprzedzania? No tam to można sobie pozwolić! Na całe 92km/h… Jednym słowem, trzeba się uzbroić w cierpliwość i nie nastawiać się na to, że dojedziemy szybciej niż GPS pokazuje.
Patrząc obiektywnie to jest to bardzo słuszne podejście. No i bardzo bezpieczne. Trzeba przyznać, że dzięki tej wysokiej praworządności i kulturze jazdy przez całe przejechane 7000km nie widzieliśmy żadnego (!) wypadku ani nawet żadnej (!) najmniejszej stłuczki. Pamiętajmy też, że w Australii mamy do czynienia z ruchem lewostronnym – zatem dla większość turystów będzie to prawdziwa egzotyka. Zatem spokojna jazda Australijczyków będzie nam pomocna w odnalezieniu się na drodze.

Światła awaryjne nie dla każdego

I doszliśmy do ostatniego punktu. Dlaczego w Australii nie należy używać świateł awaryjnych jak przyszło to robić w Europie? Co się stanie jeśli zjedziesz na pobocze (np. aby załatwić swoje potrzeby) i włączysz awaryjne? W mgnieniu oka zatrzyma się tabun samochodów, z których wybiegać będą gotowi Ci pomóc Australijczycy… Szczególnie jeśli będzie to o zmroku i na mało uczęszczanych drogach (jak np. w Outbacku). Doświadczyliśmy tego na własnej skórze. Akurat nie szliśmy się załatwić, a zatrzymaliśmy się z boku ulicy, aby wyciągnąć płaczącą Alę z fotelika i ją nakarmić. Zaraz zatrzymały się przy nas dwa jeepy gotowe dzwonić po pomoc. No bo awaryjne służą w Australii rzeczywiście do sytuacji awaryjnych, a nie na takie sobie stawanie przy drodze. W takim przypadku jak nasz, należy włączyć po prostu migacz, a nie światła awaryjne… I niech ktoś powie, że podróże nie uczą. 😀

Już niedługo będzie kolejna część poradnika (część III), w której dowiecie się dlaczego w Australii nie możesz spać do 10.00.
Już jest! Link: Australia z dzieckiem - porady i ciekawostki cz. III

Unable to display Facebook posts.
Show error

Error: Error validating application. Application has been deleted.
Type: OAuthException
Code: 190
Please refer to our Error Message Reference.