Udajemy się bardziej w głąb kontynentu w kierunku Outbacku. Tutaj klimat już jest zdecydowanie bardziej surowy, a roślinność bardziej skąpa. Swoistą oazę na tym terenie stanowi Park Narodowy Carnarvon - zamieszkany niegdyś przez Aborygenów. Wybieramy się tutaj na dłuższe wycieczki. Tym razem Ala podróżuje na plecach taty.

IMG_2487_wynik

Ja natomiast niosę lżejszy (choć niewiele) plecak z niezbędnymi rzeczami. A co zabieramy na całodniowe piesze wędrówki? Mąż przygotowuje i pakuje sprzęt do fotografowania i filmowania. Ja natomiast wkładam resztę naprawdę potrzebnych 😉 rzeczy. Czyli pieluszki i osprzęt do przewijania córy, jedzenie, osłonę przeciwdeszczowa i przeciwsłoneczną dla Ali, krem do opalania z dużym filtrem (w Australii jest największa dziura ozonowa i należy się chronić przed szkodliwym promieniowaniem słonecznym), mapę rejonu, latarkę czołówkę oraz ciepłe ubrania.

IMG_2477_wynik

Zabieramy też picie, duuużo picia. I jak widać na zdjęciu poniżej - nie tylko dla nas, ale też dla naszego bobaska. Z jednej strony nosidła podróżuje butelka dla dorosłych, z drugiej dla dzieciaczka. W obu jest jednak to samo. Woda pitna. Gdy jest ciepło Ala może potrzebować dodatkowego nawodnienia. Zatem albo ją będę co chwilę do piersi przystawiać, albo czasem dostanie dodatkowy łyk wody.

IMG_2308_wynik

Szlaki, przez które się przeprawiamy są bardzo urozmaicone i często musimy się przedostawać przez rzeki. Na szczęście to pora sucha i przeprawa taka nie jest zbyt trudna. W każdym miejscu są też położone kamienie w poprzek koryta rzek, tak aby ułatwić wędrowcom wyprawę.

IMG_2324_wynik

Żadne zdjęcia i słowa tego nie oddadzą - jednak jest bosko! Ta głęboka zieleń, przecinające szlaki krystalicznie czyste strumyki, skaczące kangury... Zgodnie z mężem stwierdzamy, że jest jak w raju. A przynajmniej tak sobie raj wyobrażamy  🙂

IMG_2363_wynik

Ala, gdy nie śpi, bacznie wszystko obserwuje. Ciekawi ją cały świat wokół. W nosidle jest grzeczna jak nigdy. Dociekliwie przygląda się roślinom i wypatruje zwierząt, których odgłosy do nas dobiegają. Są to głównie kolorowe ptaki pięknie śpiewające oraz szeleszczące w krzaczkach torbacze.

IMG_2576_wynik

Wchodząc po stromych drabinkach docieramy do nietypowego 60-metrowego wgłębienia w skałach, które zostało wymyte przez wodę. Punkt ten zwie się amfiteatrem ze względu na swoją niesamowita akustykę. Słońce tu jednak rzadko dociera. I roślinności tu mało. Powstał tu surowy i chłodny mikroklimat.

IMG_2550_wynik

Podczas pieszych wędrówek robimy często przystanki. Staramy się nie spieszyć i czerpać w pełni z danej chwili i cudownego otoczenia. Częste przerwy dedykujemy jednak przede wszystkim Ali. Wyjmujemy ją z nosidła aby ją nakarmić, przewinąć i się z nią pobawić. Tego dnia spędziła aż 6 godzin w nosidle (z przerwami). I o dziwo zaczęła się buntować dopiero pod sam koniec wycieczki.

IMG_2677_wynik

W Australii robi się bardzo szybko ciemno. Już około 17.00-17.30 zapada zmrok. Toteż pilnujemy czasu aby przed zapadnięciem zupełnej ciemności zdążyć z powrotem na camping (a raczej plac, na którym można po prostu rozstawić namiot i zaparkować auto na całą noc).

IMG_2851_wynik

W kolejnych dniach czekają nas wczesne pobudki. Jeden taki poranek spędzamy w Cape Hillsborough, gdzie o świcie na plażę przychodzą posilić się kangury. Trzeba tam być jednak wcześnie rano (około 6.00) aby się na kangury załapać.

IMG_3045_wynik

Wczesna pobudka zostaje nam wynagrodzona pięknym wschodem słońca, którym nie możemy się dość nacieszyć. Szczególnie, że zazwyczaj nam trudno się na tyle zmotywować, aby o świcie iść na plażę.

IMG_3181_wynik

Licznik w naszym aucie pokazuje już 3000km. My jednak dalej gnamy przed siebie. Kierunek: tropikalna północ. To też kraina wodospadów i tzw. waterholes. Idealne miejsca na gorące dni jakie nas na północy czekają.
Uwielbiam wodę i każdego rodzaju naturalne zjawiska i formacje z nią związane. Czy to rzeka, wodospad, morze, strumyk – mogłabym przy nich spędzać całe dnie. Gdy docieramy do Little Crystal Creek nie mogę się miejscem nacieszyć. Chłodzimy w potoku stopy (i nie tylko), robimy mnóstwo zdjęć i włóczymy się po każdym dostępnym punkcie widokowym.

IMG_3434_wynik

Spędzamy tu sporo czasu. Raz ja zajmuję się dzieckiem, a mąż korzysta. Później zamiana. Choć wiele osób to miejsce traktuje tylko jako jeden z wielu punktów na swojej drodze. My się jednak nie spieszymy. Bo z dzidzią podróżuje się po prostu wolniej.

IMG_3617_wynik

---

Pierwszą część relacji znajdziesz tutaj: Australia z dzieckiem - fotorelacja część I

Trzecią część relacji znajdziesz tutaj: Australia z dzieckiem - fotorelacja część III

Całą naszą trasę możesz podejrzeć tutaj: Australia z dzieckiem, czyli 7000 kilometrów w 30 dni