Australia to jednak cały kontynent. To ok. 75% powierzchni Europy. Zatem jeśli nie macie roku na zwiedzanie to trzeba się na jakiś obszar zdecydować.

Czym się kierować udając się do tego kraju z dzieckiem? Wybór trasy zależy od wielu czynników. Najważniejszymi aspektami, którymi my przy planowaniu trasy się kierowaliśmy to:

  1. Co nas interesuje
  2. Ograniczenia czasowe i charakter podróży
  3. Pora roku wyjazdu (w Australii)
  4. Bezpieczeństwo

Już tłumaczę…

…O Australii marzyłam od bardzo dawna. Właściwie każdy jej aspekt mnie fascynował. Chciałam zobaczyć lasy deszczowe, Urulu (Ayers Rock) i większą część Outbacku. Do tego wielkie termitiery, Sydney, spotkać dzikie koale, kangury, krokodyle i liczne kolorowe ptactwo. Ponadto pragnęłam zanurzyć się w jak największej liczbie naturalnych basenów (tzw. waterholes) i nurkować na rafie koralowej. No i te piękne historyczne miasteczka mające coś z Westernu. A najchętniej to bym jeszcze jakiś czas pomieszkała na farmie i doświadczyła tego nietypowego codziennego życia z dala od cywilizacji. No ale… ograniczają nas jednak kolejne 3 aspekty, o których na wstępie wspomniałam.

Mieliśmy trochę ponad miesiąc czasu na podróż. Dokładnie 33 dni – tyle miała trwać nasza wyprawa. Wiedzieliśmy już, że trasę będziemy chcieli pokonać wypożyczonym na miejscu autem. Zakładaliśmy, że auto często będzie nam służyło za sypialnię i będziemy w nim nocować. Zatem tam gdzie pojedziemy nie może być zbyt zimno, aby nocami nie marznąć. W Australii są 3 strefy klimatyczne, co oznacza, że pogoda będzie zgoła inna na południu niż na północy kraju. Dlatego koniecznie trzeba sprawdzić porę roku i pogodę w terminie, w którym planuje się lecieć. Nasz wyjazd miał być na przełomie czerwca i lipca. To jest sezon zimowy w Australii. Na południu kraju może wtedy spaść nawet śnieg. W związku z tym musieliśmy z naszej listy „must see” - Sydney skreślić. I z nim całą południową część kontynentu. Ale szczerze mówiąc – to aż tak bardzo nam na Sydney nie zależało. Akurat znacznie preferujemy na wyprawach buszować po parkach narodowych niż po miastach. Miast na Śląsku mamy dosyć… Chcemy od nich odpocząć. Ok., zatem południe odpada. Zostaje jednak nadal 2/3 kontynentu.

To z czego na pewno nie chcemy rezygnować? Zdecydowanie z raf koralowych i lasów deszczowych. I jedno i drugie znajduje się, szczęśliwie dla nas, na północnym wschodzie. Innymi słowy to Queensland. W okresie zimowym w Queensland, zależnie od rejonu, jest przyjemne 18-28 stopni. Choć nocami zdarzają się przymrozki. I rzeczywiście się zdarzyły. Podczas naszego pobytu temperatura spadła dwa razy do 4 stopni. Jednak byliśmy na to przygotowani i wyposażeni w śpiwory i ciepłe ciuszki. Dla Małej mieliśmy nawet zimową czapkę, wełniane buciki i rękawiczki.

A co w kwestii bezpieczeństwa? Australia ogólnie jest bezpieczna jeśli chodzi o kradzieże, rabież, napady itp. Zatem tu właściwie nie ma ograniczeń. Jadąc z dzieckiem mnie i męża martwił inny aspekt – co jeśli dziecko nagle zachoruje lub ulegnie jakiemuś wypadkowi. Jadąc z małym dzieckiem nigdy nic nie wiadomo. To jakąś biegunkę dostanie, to jakieś wysypki. A może nagle czymś się zarazi albo zatruje. Bądź co bądź, ale kwestia zdrowia jest priorytetowa. Dlatego nie chcieliśmy się oddalać zbyt daleko od terenów zamieszkanych. Tak, aby w razie konieczności móc sprawnie dotrzeć do ambulansu lub szpitala. Dlatego też skreśliliśmy z tej wyprawy Outback i Urulu (ale, ale - jeszcze tam wrócimy!). Trochę się wgłąb lądu jednak zapuściliśmy, jednak tylko na tyle, aby mieć ciągle poczucie bezpieczeństwa.

Póki jest zasięg w telefonie nie jest tak źle. Zawsze można teoretycznie wezwać pomoc. Służba zdrowia jest w Australii świetnie wyposażona i posiada sporą flotę helikopterów docierających do pacjenta w odległe miejsca. Jednak woleliśmy nie musieć sprawdzać jak sprawnie działają 🙂

A poza tym zasięg w telefonie nie wszędzie jest…

Nam Queensland jako miejsce docelowe naszej podróży rewelacyjnie się sprawdziło. Nie na darmo jest to też główny cel wakacyjny Australijczyków.