Nie będę pisać, że zawsze i za wszelką cenę warto i że jest to dla każdego. Tak na pewno nie jest. Choć absolutnie nie żałuję naszej wyprawy do Australii z małą Alą, która miała wtedy 7 miesięcy - to jednak nie jest to przedsięwzięcie dla wszystkich.

To czy wyprawa z dzieckiem w Waszym przypadku ma sens zależy od kilku aspektów:

  1. Celu podróży

  2. Waszej elastyczność i oczekiwań

  3. Charakteru dziecka

Cel podróży

Tu ważne jest kilka spraw. Na pierwszym miejscu przede wszystkim bezpieczeństwo. Czy kraj docelowy jest krajem rozwijającym się? Jak stoi z higieną i chorobami zakaźnymi? Jaka jest jakość usług medycznych i czy opieka medyczna będzie dla Was wszędzie dostępna? Jaka jest sytuacja polityczna i czy będziecie mogli się swobodnie i bezpiecznie poruszać?

Choć uwielbiam Indie – nie poleciałabym tam z bobasem. Patrząc na powyższe kryteria Australia wypadała (stan na połowę roku 2017) bardzo dobrze. Co do jakości usług medycznych nie mieliśmy wątpliwości, że mogą przewyższać polskie. A dostępność załatwiliśmy poprzez wykupienie (jeszcze w Polsce) prywatnego, dobrego ubezpieczenia zdrowotnego na okres wyjazdu.

W celu podróży liczy się również jego odległość. Ile czasu spędzicie „w drodze”? Musicie być świadomi, że to przede wszystkim Wy rodzice będziecie zmęczeni podróżą. Nie dziecko. Dziecko, jak będziecie umiejętnie reagowali na jego potrzeby, może spać, jeść i bawić się kiedy chce (nawet gdy wszyscy inni w samolocie ucinają sobie przy zgaszonym świetle drzemkę). To Wy się musicie nagimnastykować aby w warunkach podróżniczych zaspokajać wymagania dziecka. Pytanie ile godzin wytrzymacie? Im więcej osób do potencjalnego zajmowania się bobasem tym lepiej. My 25 z 33 godzinnego lotu znieśliśmy bardzo dobrze. Dopiero ostatni z 3 lotów był męczący. Dzidzia już w poprzednich lotach i przy przesiadkach sobie pospała, a w ostatnim odcinku z Hong Kongu do Brisbane chciała szaleć. Jednak w lokalnym czasie była to noc i był to czas dedykowany na spanie. Nie było to proste, ale nawet udało nam się zająć młodą na tyle by nie była zmorą dla wszystkich śpiących współpasażerów.

Wasza elastyczność

Możecie być pewni, że będzie inaczej niż sobie to zaplanowaliście. Wasza dzidzia się już o to postara! Dlatego nie sprawdzą się napięte i precyzyjne ustalone plany dnia i podróży. Będziecie tylko sfrustrowani. Najlepiej mieć plan B. A właściwie to też plan C i D. Nam zajęło tydzień uświadomienie sobie, że podróż z dzieckiem nie będzie wyglądała tak jak nasze podróże we dwoje. I tydzień zajęła nam nauka jak podróżować z małą Alą. Musieliśmy zwolnić i dostosować przebieg dnia do rytmów Młodej. Dobrze zatem mieć w głowie opcję na super dzień gdy dzidzia będzie w 100% współpracowała. Ale też mieć opcję minimum. Czyli co jeśli dzidzia będzie cały dzień marudna i nie da Wam ruszyć z miejsca. Zazwyczaj realizuje się coś pomiędzy. Zatem musicie elastycznie reagować i popracować nad Waszymi oczekiwaniami. Im większe oczekiwania będziecie mieli tym bardziej możecie się rozczarować. Przecież samo to , że jesteście w podróży już jest super. A to, że spędzacie kolejną godzinę na parkingu, bo dziecko za nic nie chce jechać dalej nie powinno Was wyprowadzić z równowagi. Przecież lepsza kolejna godzina na parkingu niż kolejna godzina za biurkiem w pracy 🙂

Charakter dziecka

Charakter dziecka. Nie ukrywajmy - są różne dzieci. Są narwane, które od rana do wieczora marudzą i muszą dopiąć zawsze swego. Są też wrażliwe i strachliwe, które na wszystkie zmiany reagują bardzo silnie. Z takimi dziećmi trzeba sprawę dokładnie przemyśleć i się do podróży jeszcze lepiej przygotować. Tak aby wyjazd był czymś przyjemnym dla Was i dla dziecka. To Wy znacie Wasze dziecko najlepiej i jesteście w stanie ocenić czy taka podróż go (i Was) nie przerośnie. Nasza Ala jest raczej z kategorii „dzieci małoproblemowe”. Choć jak wszystkie i ona przechodzi różne fazy i skoki wzrostu gdy już taka słodka nie jest. Do tego trafiło nam się przez cały okres wyjazdu ząbkowanie (wyrosły 3 nowe ząbki), co też sprawy nie ułatwiało. Jednak, w parze z punktem wyżej – naszą elastycznością i trzymanymi na wodzy oczekiwaniami – bardzo dobrze zmajstrowaliśmy okres wyprawy.

I prawdą jest, że zobaczyliśmy znacznie mniej niż jakbyśmy jechali bez dziecka. Ale prawdą jest też, że zobaczyliśmy znacznie więcej niż jakbyśmy w podróż nie wybrali. I tak, jakbym miała podjąć decyzję jeszcze raz – Itak byśmy pojechali!