Backstage – czyli jak naprawdę wygląda podróż z dzieckiem oczami mamy. Czy podróż z dzieckiem jest tak samo satysfakcjonująca jak bez dziecka? Czy mama w podróży ma szansę na wypoczynek? Będzie naga prawda!

Dziecko nie zmienia wszystkiego w życiu. Jednak mocno i trwale zmienia priorytety mamy. Dzisiaj będzie o tym jak wyglądają podróże z maluchem… oczami świeżo upieczonej mamy-podróżniczki (czyli moimi oczętami 😉 ).

Sporo podróżowałam zanim pojawiła się w naszym życiu córka Alicja. Bywałam w wielu krajach Europy, ale też w Malezji, Indonezji, na Sri Lance, Dubaju, Omanie i dwukrotnie w Indiach i Stanach. Zazwyczaj podróżowało się ze znajomymi. Od kameralnych wypadów w towarzystwie 2 koleżanek w Indiach po wyjazdy grupą kilkunastu znajomych.

Mama w podróży

Wiele rodzin podróżuje z dziećmi (np. Rodzina bez granic czy Memum), a nawet niemowlakami. Gdy pojawiła się Ala wiedziałam, że i my będziemy dalej podróżować. I tak też jest! Tylko, że jest… trochę inaczej. Nie da się ukryć.
Tak jak pisałam we wcześniejszych postach – WSZYSTKO SIĘ DA i dziecko NIE jest przeszkodą w zdobywaniu świata. Jednak trzeba się nastawić na to, że nie będzie tak samo jak wcześniej.

Nasz pierwszy długi wyjazd (nie licząc kilkudniowych wypadów w góry czy na narty) odbył się do Australii, gdy Ala miała 7,5 miesiąca.

Jak było? I co było dla mnie trudne?

Wolniejsza podróż

Podróż z dzieckiem przebiega dużo wolniej. Co najmniej o 1/3 czy nawet o 1/2 wolniej. Mogliśmy się tego spodziewać i w sumie spodziewaliśmy się tego. Dlatego też nie ustalaliśmy jakiegoś zobowiązującego planu trasy. Przynajmniej tak było w naszym przypadku.

Kiedyś było tak, że po porannej pobudce myło się zęby i ruszało się w drogę szukając dobrej miejscówy na śniadanie. W tym czasie planowało się już drogę i trasę na dany dzień i jechało zwiedzać i poznawać kraj aż zmrok nas nie dopadał.

Teraz zanim się ruszy to trzeba przebrać, przewinąć, nakarmić...
Jak się już ruszy to postój na kolejne przewijanie.
Bo przecież najlepiej robi się kupę w nowo założony pampers...
Pampers postanowił przeciec…
Całe dziecko trzeba przebrać i fotelik samochodowy wymyć.
Zaraz po tym postój na karmienie.
I zanim się zdąży porządnie ruszyć to dziecko się drze, bo mu się nie odbiło i właściwie to się nie najadło i chce jeszcze jeść.
A potem się już nudzi i nie zamierza wcale siedzieć w foteliku i gdzieś jechać.
Więc je wyciągamy i jeszcze zabawiamy...
I tak mijają godziny, a my przejechaliśmy dopiero 10km...
Jest już koło południa – więc czas najwyższy, żeby i dorośli zjedli śniadanie!
No to zjedzmy je już na tym przypadkowym parkingu, na którym się zatrzymaliśmy.
A co z tego, że zalatuje z toalet…?
Nie ma czasu na poszukiwania romantycznej miejscówy.
Potem jest pędzenie, żeby chociaż jakiś jeden cel turystyczny zaliczyć, bo niedługo zapadnie zmrok (w Australii szczególnie wcześnie zapada)!

Ustalenie planu dnia pod dziecko

Taki full spontan – a to wejdźmy może dzisiaj na lodowiec, a to skoczmy w środku nocy jeszcze na parę godzin do Las Vegas, bo mamy właściwie prawie po drodze… Tak było przed pojawieniem się dzidzi.
Dzisiaj. Na lodowiec z dzieckiem nie wejdziemy. I co to w ogóle za pomysł, żeby zarywać noc kiedy człowiek ma możliwość spać (nigdy rodzice małych nieprzesypiających nocy dzieci tego nie zrozumieją…)? Priorytety się mocno zmieniają. Skala szaleństw też 🙂
Trzeba wszystko ustawić pod potrzeby i rytm dnia małego dziecka. Jest to szczególnie trudne, gdy zmienia się strefy czasowe i gdy organizm potrzebuje kilku dni, aby dostosować się do nowych godzin dnia i nocy. Jednak to wszystko jest do przejścia. Najgorsze przed nami…


CZYTAJ TEŻ: Czy warto wybrać się na daleką wyprawę z małym dzieckiem


Nie ma urlopu od bycia mamą

To chyba jest najtrudniejsze: brak psychicznego wypoczynku. Po prostu nie ma tak, że można sobie po prostu o wszystkim zapomnieć i bujać w obłokach. Czy wpatrywać się bezmyślnie w piękny zachód słońca. A o błogim leżeniu na plaży i opalaniu się pół dnia można zapomnieć.

Cały czas trzeba myśleć.
Przewidywać.

Szczególnie będąc w podróży kiedy nie ma codziennego ładu i składu i każdy dzień wygląda inaczej. W każdej sytuacji w głowie ciągle sprawdzałam swoją alicjową checklistę…

  • Śpimy w nowym miejscu: Czy dziecku jest wystarczająco wygodnie? Czy jest jej ciepło?
  • Gdy wybieramy się na szlak: Czy trekking nie wypadnie w porze drzemki? Czy mamy wystarczająco pampersów, jedzenia, picia…? Czy brać na ten wypad apteczkę? A może zabawki? Czy 2 zestawy ubrań do przebrania wystarczą?
  • Będąc na szlaku: Czy przypadkiem dziecko nie marznie? Nie grzeje się za bardzo? A może już za długo siedzi w nosidle i powinno już poleżeć na płaskim?
  • Na plaży: Czy nie wieje za bardzo? Może ubrać czapeczkę? Jakim filtrem smarować? Już mniej wieje – to może ściągnąć czapeczkę?

Prócz wyżej wymienionych sytuacji to w każdej innej chwili też krążyły po mojej głowie niekończące się listy pytań wokół Ali i tego czy ona ma wszystko czego potrzebuje. Czy ma suchą pieluszkę, czy nie jest głodna, zmęczona…? Czy nie zjedzą jej krokodyle...? I tak w kółko. Jak chomiczek w kołowrotku.


Ciężko jest się od tego odciąć. Może mija jak dziecko dorasta? Może mija jak dziecko się wyprowadzi? Może nie minie już nigdy?

Jedno jest na wakacjach, drugie jest rodzicem

Raz jeden rodzic ma większe luzy, raz drugi. Jednak zawsze minimum jedno jest zajęte dzieckiem. Chociażby pilnowaniem, by nic mu się nie stało, nie uciekło lub jak w naszym przypadku – pilnowaniem, aby nie zjadło wszystkiego co leży na trawie, ziemi, plaży (patyki, kamienie i pety okazują się być bardzo smaczne)! Jeden rodzic zabawia i pilnuje, drugie robi zdjęcia (aby małżonkowi potem pokazać gdzie byli :P) lub korzysta z urlopu przygotowując posiłek dla rodziny.

Trochę tu wyolbrzymiam. Przecież czasem dziecko też śpi! I wtedy oboje rodzice mogą podziwiać widoki i okolice. Oby dzidzia spała długo. Nasz spała łącznie około 1-2 godzin 😉

Dwóch na jednego to za mało

Dwoje rodziców to po prostu czasem za mało. Ale o tym chyba wszyscy rodzice wiedzą. Nam podczas podróży czasami bardzo brakowało trzeciej osoby, która mogłaby się na chwilę córką zająć i ochronić ją przed samą sobą i jej pomysłami. W podróży trzeba mieć cały czas dziecko na oku. Nawet jak śpi spokojnie w wózku. Nie odchodzimy od niego nawet na kilka metrów.

Tak NAJBARDZIEJ zatęskniliśmy za dodatkową parą oczu i rąk podczas naszego tripu na rafy koralowe. Podczas tej wycieczki mieliśmy tylko kilka godzin, aby nacieszyć się tym niesamowitym cudem natury. Czas był bardzo ograniczony. Tu każda chwila spędzona w wodzie była na wagę złota. Jednak jak zwykle jedno musiało pozostać na statku/pontonie z Bubą. Taka dodatkowa para oczu dałaby nam o 1/3 więcej czasu. A 1/3 to w tym przypadku bardzo dużo!

Chwila na zapomnienie

Wiecie kiedy w pełni mogłam odetchnąć? Zapomnieć o obowiązkach? Gdy zostawiałam Alę na chwilę z tatą. Dopiero, gdy poszłam sama na spacer, na plażę, na miasto – przestawałam na ten krótki czas być mamą. Wtedy cały obowiązek myślenia za wszystkich kładłam na barki męża 🙂
I jakoś oni (mężczyźni – ojcowie) to tak ogarniają, że mają przy tym mnóstwo czasu dla siebie! Coś czego my mamy nie potrafimy…

Kiedy dziecko jest obok, jesteśmy (my, kobiety) w 100% dla niego. Jesteśmy w 100% mamami. I w podróży to się nie zmienia. Mama w podróży to już nie to samo co panna w podróży. Trzeba po prostu odnaleźć się w tej nowej roli, nowej rzeczywistości, która jest przecież piękna i którą za nic byśmy nie zamieniły 🙂



Jeśli spodobał Ci się tekst będzie mi niezmiernie miło jeśli polubisz nas na Facebooku 😉

Unable to display Facebook posts.
Show error

Error: Error validating application. Application has been deleted.
Type: OAuthException
Code: 190
Please refer to our Error Message Reference.

  • Dla mnie zmiany, które nastąpiły się wraz z pojawieniem się pierwszej córki, a potem drugiej były/są jakoś tak naturalne, że kwestie o których piszesz nie stanowią dla mnie problemu. Nigdy nie brakowało mi tych trzecich rąk do pomocy. Wręcz przeciwnie lubię ten nas czas razem, we czworo. Kiedy odkrywamy nowe miejsca, pokonujemy kolejne kilometry, spędzamy czas na 100% razem. Pewnie, że niektóre rzeczy trzeba odpuścić, ale na nie przyjdzie jeszcze czas 🙂

    • Naturi Naturalnie

      Super Aleksandra, że tak masz i wasze ręce są samowystarczalne 🙂
      Ja zawsze chciałabym jeszcze więcej i więcej. Dobę 24-godzinną też najchętniej bym wydłużyła. Jest tyle fajnych rzeczy do zrobienia (w tym nacieszenie się dziećmi!) 🙂
      Pozdrawiam i udanych wojaży

      • Mi z kolei takie trzecie ręce marzą się czasem na co dzień gdy dopada mnie monotonia dnia powszedniego;)

        • Naturi Naturalnie

          Tak! Takie ręce co by pranie zrobiły, rozwiesiły i obiad ugotowały… A i jeszcze co jakiś czas mieszkanie ogarnęły 😀

  • Zdjęcie z krokodylem mnie zaintrygowała … tak, że kiedy przeczytałam fragment musiał do niego wrócić 🙂 Z dzieckiem zdecydowanie podróżuje się inaczej – wyższy stopień odpowiedzialności, zaangażowania i obowiązków. Plusów jest oczywiście więcej, nic i nikt tak nie wzbogaca podróży jak dziecko właśnie. Wtedy rozglądamy się uważniej, widzimy więcej, jesteśmy więcej i … chcemy więcej. U nas między dziewczynkami jest mała różnica wieku więc szybko każdy miał po swoim dziecku 😉 Ale zawsze robimy tak, aby choć chwilę to drugie miało czasu na wytchnienie a to pierwszy dwójkę bierze na siebie. Pozdrawiam serdecznie!

    • Beata

      Masz w pełni rację, że z dziećmi jest tego więcej i PRZEDE WSZYSTKIM „chcemy więcej” 😉
      Dobrze wiedzieć, że z dwójką też dajecie radę. 🙂 To jeszcze przed nami 🙂