Jak powszechnie wiadomo – nic nie zastąpi karmienia piersią! Mnóstwo jest korzyści płynących wraz z mlekiem matki. Czy tak samo jest w podróży? Czy nie zmniejsza to komfortu zwiedzania? Co chwilę wyciągać przysłowiowego cyca? Przecież będzie się ciągle w miejscach publicznych… Czy zatem w podróży nie lepiej przesiąść się na butelkę i mleko modyfikowane?

W trakcie naszej miesięcznej wyprawy po Australii nasza Ala miała 7,5 miesiąca. Czyli jest to okres kiedy dziecko głównie ssie pierś (lub butlę z mlekiem modyfikowanym), ale dostaje też już trochę stałych pokarmów. U nas w tym czasie Ala dostawała cyca ok. 5 razy w ciągu doby, a do tego 2 przekąski/posiłki stałe za dnia. I powiem Wam jedno – za nic bym nie zamieniła w podróży karmienie piersią butlą. Dlaczego?

Dlaczego cyc góruje nad butelką

  • Po pierwsze cyc jest zawsze pod ręką (u niektórych jest pod obojczykiem 😛 ). Nie trzeba go szukać i nie ma bata, że zapomnimy go ze sobą zabrać…
  • Po drugie to mleko (mamy) jest zawsze świeże. A warunki w podróży są przecież różne. Temperatura i wilgotność szybko się zmieniają co przyspiesza rozwój różnych drobnoustrojów w żywności.
  • Po trzecie ten pokarm ma idealną temperaturę za dnia jak i w nocy. Nie trzeba się bawić w podgrzewanie czy chłodzenie butli.
  • Po czwarte jest zawsze ‘ready to use’, dzięki czemu oszczędzamy codziennie czas.
  • Po piąte – jest przeciwbakteryjny i ma właściwości lecznicze. To taka podręczna apteczka dla dzidzi. Jeśli złapie infekcję – cyc, jeśli gorączkuje – cyc, jeśli ząbkuje – cyc, jeśli ma problemy z brzuszkiem – cyc…
  • Po szóste – nie trzeba oprzyrządowania. Nie trzeba tracić czasu na przygotowywanie butelki i co gorsza (trudniej do zorganizowania) – co chwilę ją myć i dezynfekować.

Wiem, że są rodziny, które podróżują z maluchami będącymi na butelce, a nie cycu i sobie świetnie radzą. Nie wątpię. Wszystko się da! Tylko jak można łatwiej to chętnie pójdę na skróty. Szczególnie, że w tym przypadku te skróty są też zdrowsze i wyjdą na zdrowie dziecku.

W trakcie podróży z dzieckiem i tak wiele czasu poświęcamy na zaspakajanie bieżących potrzeb bobaska. A to je przewijamy, a to kołyszemy, usypiamy, zabawiamy, pocieszamy. Dlatego wolę siąść i wyciągnąć cyca niż szukać po całym bagażu butli, zaskoczyć się, że jest nieumyta po ostatnim posiłku, kombinować jak ją porządnie wymyć mając przy sobie tylko zimną wodę…

Karmienie w różnych okolicznościach

No dobra, ale czy rzeczywiście wszędzie w drodze można ot tak karmić? Przecież jest się raz w centrum handlowym, raz na parkingu, a to w muzeum czy też po prostu grubo ubranym, a dziecko jest szczelnie zapakowane w nosidle na naszych plecach. Co wtedy?
Rozprawmy się z każdą sytuacją, bo w każdej z opisanych się znalazłam.
Miejsca publiczne nie są najmniejszym problemem. Akurat Australia nie jest krajem gdzie kobieta karmiąca wzbudzałaby jakiekolwiek negatywne emocje czy reakcje. Do tego jeśli robimy to dyskretnie (ułatwiają to ubrania dedykowane dla matek karmiących jak np. te z Mamatu lub Happy-mum) taki widok bliskości mamy ze swoim maluszkiem jest przecież całkiem miły. Ponadto w wielu miejscach jak centra handlowe czy muzeum są pokoje dla matki i dziecka, w których zaciszu można napoić maluszka.
Parking – super. W aucie na każdym siedzeniu karmiłam bez większych przeszkód. Całkiem wygodnie. No może najmniej polecam siedzenie kierowcy, bo nieco starsza dzidzia będzie się interesowała klaksonem i będzie wszystkich wokół informowała o Waszym istnieniu.

Karmienie w trudniejszych okolicznościach

Troszkę więcej zachodu pojawia się gdy jest zimno, jesteśmy grubo ubrani czy też gdy dzidzia podróżuje w nosidle na plecach.
Gdy jest niższa temperatura to i tak za długo na zewnątrz nie przebywamy i uciekamy do budynków czy auta. A tam bez problemu możemy już karmić pociechę.
Podróżując z nosidełkiem trzeba tak czy inaczej dziecku robić przerwy i co jakiś czas je wyciągać. Najlepiej te przerwy połączyć właśnie z karmieniem.

Jeśli dzidzia jest już nieco starsza i ma rozszerzaną dietę, to w te kilka mniej wygodnych momentów można się posiłkować stałym pokarmem. I tak właśnie robiliśmy. Zawsze mieliśmy przy sobie jakąś kromeczkę czy ‘poucha’ (odpowiednik słoiczka tylko taki, z którego jedzenie się wyciska).


Jak dla mnie - karmienie piersią w podróży jest najwygodniejszą opcją posilania dzieciaczka. Daje ono nie tylko oszczędność czasu i pieniędzy, ale jest przede wszystkim niesamowicie wygodne.

A karmić można przecież wszędzie – jak pokazują poniższe zdjęcia. 😀

IMG_3855_wynik W trasie
IMG_3617_wynik Little Crystal Creek
IMG_3606_wynik Little Crystal Creek
IMG_3191_wynik Cape Hillsborough
IMG_2611_wynik Carnarvon National Park - Carnarvon Gorge
IMG_1352_wynik Gardners Falls
IMG_0506_wynik Na lotnisku - Hong Kong