Ala kończy dzisiaj rok! Tak, już rok minął od kiedy pojawiła się w naszym życiu. Nie będę tu jednak pisać o tym, że to najwspanialszy rok w naszym życiu i inne (prawdziwe) banały. Chciałam wykorzystać tę rocznicę do szczerego rachunku sumienia. Co poszło nie tak? Na co nie byłam przygotowana i co mnie totalnie zaskoczyło w byciu mamą.

Do macierzyństwa przygotowywałam się dość sumiennie. Zatem czytałam dużo, chodziłam do kilku różnych lekarzy ginekologów (ok, może byłam nieco przewrażliwiona…). Łykałam wszystkie dostępne informacje i zawsze było mi ich za mało. Jednak nie wszystko da się wyczytać. Nie na wszystko przygotować.

Oto lista rzeczy, które mnie przez ten pierwszy rok macierzyństwa totalnie zaskoczyły:

  • Zagadka ubierania noworodków. Teraz to mi się wydaje śmieszne, ale naprawdę nie mogłam pojąć jak się ubiera noworodka. Co ja jej mam kupić? Bluzeczki i spodenki? A czym się różnią śpioszki od pajaców? I czy pajace ze stópkami czy bez? Przecież ktoś po coś to wymyślił, więc musi być jakaś „zasada” kiedy co. A jak w ogóle się zakłada body? Czy to osobna część garderoby, czy pod inne ubrania? Na jaką okazję te z długim rękawem, a na jaką te z krótkim. I po co wymyślono kaftaniki i półśpiochy? Aaaa!!! Czy istnieją jakieś poradniki jak ubierać dziecko!?
  • Życie nie obraca się o 180 stopni. Przed pojawieniem się Ali na świecie nie potrafiłam sobie zupełnie tego wyobrazić. Jak to będzie, gdy już będzie. Nie w brzuchu – a tu obok. Taka namacalna. Chciałam się przygotować, ale nie wiedziałam na co. Okazało się, że aż tak bardzo życie się nam nie zmieniło. Tylko wiecznie się potykamy o zabawki…
  • Poród cesarką. Ostatecznie urodziłam siłami natury. Jednak w ostatnich dniach ciąży wizja cesarki stawała się coraz bardziej prawdopodobna. Nie byłam na to totalnie przygotowana. Robiłam wszystko w ciąży, aby być jak najlepiej przygotowana do ‘normalnego’ porodu. Gdy słyszałam o cesarce to się totalnie załamałam, rozkleiłam i położne musiały mnie zbierać do kupy. A przecież różnie może być. Więc opcję B (cesarkę) niestety też trzeba wkalkulować w swoje plany.

  • Rodzę, mimo, że lekarze twierdzą inaczej. Tak było. We wszystkich badaniach wychodziło, że nie mam skurczy. Nie wiem, nie rodziłam nigdy wcześniej, więc nie będę się kłócić z lekarzami. Ale… ja czuję regularne bóle (skurcze?). Zatem przeleżałam wszystkie skurcze (nie będące wg personelu medycznego skurczami) w pokoju z mężem. Aż mi wody odeszły i zaczęłam mieć parte skurcze. Jakie zdziwienie lekarzy i położnych jak w ciągu 10 minut pojawiła się Ala…
  • Pierwsze spojrzenie na córkę. Temat tabu. Bo przecież trzeba się zachwycać. To musi być miłość od pierwszego wejrzenia… Ale tak często nie jest. Poród to taki ogromniasty ogrom emocji (w ogóle nie do opisania słowami), że każdy reaguje inaczej. Ja starałam się wtedy racjonalnie ogarnąć sytuację (będąc w szoku, że w ogóle urodziłam – skoro nie miałam rodzić…). I jak zobaczyłam moją dzidzię po raz pierwszy pomyślałam coś w stylu: „Aha, to tak Ty wyglądasz”. Czas na rozklejanie się nad dzieckiem przyszedł później.

  • Takie kupsko! No słyszy się o tej smółce. Przecież też o tym wiedziałam. Ale to to jest aż takie olbrzymie? O rety! I takie paskudne i klejące i … ja mam nadzieję, że te kupy tak nie będą wyglądać! Przecież tego się nie da wyczyścić. I wtedy zrozumiałam jak słuszna jest nazwa „smółka”.
  • Kradzież. Nie byliśmy przygotowani, że Ala będzie aż tak mała. Zresztą wielkość dziecka to jedna z większych zagadek dla przyszłych rodziców. Jakie ubranka zabrać do szpitala? Najlepiej od razu 3 rozmiarówki, bo nigdy nie wiadomo. Nasza Ala w dniu wypisu ze szpitala ważyła 2740g. Na ten dzień miałam przygotowane 3 różne czapeczki. Wszystkie dużo za duże. Nie było sił – musieliśmy to zrobić… Ukradliśmy czapeczkę ze szpitala… Ale to taka byle jaka – za złotówkę lub dwie. Nie żebym się tłumaczyła 😉

  • Małe słoniątko. Dzieci podwajają zazwyczaj swoją wagę urodzeniową około 5-tego miesiąca życia. Ala zrobiła to w zaledwie 1,5 miesiąca! A co?! Da się? Da! Ja średnio co 10 dni zmieniałam jej całą garderobę, bo tak szybko z niej wyrastała. A ile pampersów „jedynek” nam zostało…

  • Płacz z nadmiaru emocji. Ogólnie to nie jestem jedną z tych, co się wzrusza na byle filmie czy reklamie. Nie płakałam na żadnym ze ślubów najbliższych mi osób, ani na moim. Ogólnie to nie jestem beksą. Ale po wyjściu ze szpitala przez kolejne kilka dni regularnie wylewałam łzy. Nad czym? Ciężko określić. Z jednej strony nad tym, że ten czas tak szybko leci. Nad tym, że wyszliśmy już ze szpitala – a te chwile tam były tak piękne (serio!). Trochę o tym wspominałam już TUTAJ. I nad tym, że te chwile były i nigdy już nie wrócą. Trochę też ze strachu – bo to taka mega odpowiedzialność być rodzicem i że wiele w życiu tej małej istotki będzie od nas zależeć. A tak naprawdę to myślę, że to był tak popularny Baby Blues. Czyli gdzieś musiał ujść ten nadmiar emocji. Wyszedł ze łzami.

  • 30ml mleka posiłku nie robi. Szybko zaliczyłam swoje pierwsze wyjście z domu bez dziecka. Było to na drugi dzień po wyjściu ze szpitala. Jak mi się to udało zrobić przeczytacie TUTAJ. Miało mnie nie być tylko godzinę. Bo co godzinę Ala jadła. Napoiłam do syta przed wyjściem. Na wszelki wypadek odciągnęłam też mleko. Tyle ile się dało z obu piersi – 30ml łącznie. Skoro tyle wyszło to tyle widocznie dzidzia zjada. Tak myślałam… Gdy wróciłam po godzinie tatuś z dzidzią na rękach już mnie witali w drzwiach czekając na cyca. Te 30ml wypiła jednym haustem i domagała się zdecydowanie więcej. Okazało się, że 30ml to ledwo połowa tego, co wtedy wypijała.
  • Po porodzie boli pupa. Co najbardziej boli po porodzie? Sądziłam, że krocze, brzuch, macica, piersi. A tu taka niespodzianka. Największe dolegliwości miałam w tyłku. Po porodzie (a raczej po lewatywie i porodzie) wyszły mi paskudne hemoroidy, z którymi przez kilka miesięcy walczyłam. Jak sobie z nimi ostatecznie poradziłam przeczytacie TUTAJ.
  • Perfekcyjna Pani Domu. W pierwsze dni po porodzie miałam taką adrenalinę, że mimo mega nieprzespanych nocy wstawałam pierwsza. I byłam wyspana! Zanim pozostali domownicy (sztuk dwie) się przebudzili ja już posprzątałam, naczynia zmyłam, pranie nastawiłam, obiad przygotowywałam. Stałam się perfekcyjną panią domu. Na krótko. Po niecałych 2 tygodniach wróciło wszystko do normy i już nie wstawałam tak chętnie, a pranie zaczęło mnie denerwować 😛

  • Dieta cud. Przez 9 miesięcy ciąży przytyłam 9 kilogramów. Po porodzie w zaledwie 9 dni zrzuciłam całe 9kg. I waga z każdym kolejnym dniem dalej spadała. Z jednej strony za sprawą karmienia piersią. Z drugiej za sprawą tarczycy, która mi zaczęła trochę szaleć (prawdopodobnie miałam poporodowe zapalenie tarczycy).
  • Zębacz wielki. Większość matek wypatruje pierwszego ząbka swojej pociechy. Co chwilę wydaje im się, że dziecko na pewno już zaczyna ząbkować i dlatego tak płacze, jest marudne. U nas było na odwrót. Przegapiliśmy pojawienie się pierwszego zęba Ali. Miała niecałe 3 miesiące kiedy babcia dopatrzyła się małej, białej, twardej kropeczki w ustach wnuczki. Od kiedy już tam była? Nie wiadomo. Przegapiliśmy totalnie pojawienie się pierwszego białego punkciku.

  • Zatrułam dziecko. Jeśli czytaliście wcześniejsze wpisy to może już wiecie, że na wyjeździe w Australii Ala trafiła do szpitala. Zatrułam (niechcący) dziecko! Na szczęście nic poważnego się nie stało i wszystko dobrze się skończyło. Jeżeli chcecie znać szczegóły tego zajścia to zajrzyjcie TUTAJ.
  • Nie wariuję w domu. Tym akurat najbardziej zaskoczony był mąż. On stawiał, że na macierzyńskim wytrzymam zaledwie kilka tygodni. Że potem się będę wyrywać, będę chciała wrócić do pracy itp. A wiecie co? Dobrze mi w domu! Przez pierwsze pół roku niczego mi nie brakowało. Totalnie się oddałam macierzyństwu. Potem zaczęłam już szukać. Robić różne kursy i szkolenia (głównie internetowe), chodzić na fitness i pole dance, planować naszą wyprawę do Australii i ostatecznie wkręciłam się w blogowanie.

Totalnie (nie?)obiektywna ocena dziecka. A na koniec powiem Wam, co mnie na co dzień i każdego dnia zaskakuje. Bo te wszystkie mamy patrzą na swoje dzieci przez różowe okulary. Ich dzidzi jest naj, naj, naj. Ja tak wcale nie mam! Widzę, że inne dziecko jest np. bardziej zwinne, albo szybciej się uczy chodzić, nawet może mieć ładniejsze włoski i oczka od Ali. Nie wiem jednak jak to się dzieje, że żadne dziecko nie jest fajniejsze od mojej Ali. Serio. Tak zupełnie (nie)obiektywnie. 😀

 


 

Polub nas na Facebooku 🙂