Która kobitka nie chce ładnie wyglądać? Jasne, liczy się wewnętrzne piękno… ale czasem po prostu chcemy też wewnętrzne piękno uwieńczyć pięknem zewnętrznym :). Malowanie się, czyli make-up niejednej dziewczynie pozwala czuć się bardziej kobieco, sexy, i zwiększa pewność siebie. I nic w tym złego. Chyba, że jednak…
Zamaskowane zło

Trochę zła jednak w tym jest. Nie w samej chęci malowania się, a w popularnych kosmetykach. Skóra bardzo dobrze absorbuje składniki kremów i kosmetyków. Niestety wiele z nich nie jest pożądanych i mogą długoterminowo szkodzić. Może nie zauważymy tego na następny dzień, ani za tydzień, ale długoterminowo mieszają w naszym organizmie. Po co dokładać sobie kolejnych chemicznych cząsteczek do organizmu? Mało ich mamy z powietrza wdychając smog i z jedzenia, które jest często dalekie od naturalności? Czy zatem warto poświęcać zdrowie dla wyglądu? Ten dylemat ciągnął się za mną od kilku lat. Aż nadszedł zwrot w moim życiu, kiedy nie miałam już wątpliwości, że muszę z kosmetyków zrezygnować...

Dowidzenia kosmetyki! Będę za wami tęsknić.

Wiele dodatków do zwykłych kosmetyków (np. parabeny) działa na układ hormonalny. Jako, że z hormonami u mnie zawsze bywało różnie (jestem niedumną posiadaczką policystycznych jajników - PCOS) muszę szczególnie uważać na wszystkie ksenoestrogeny, czyli substancje które oddziałują na układ hormonalny. Dlatego w momencie kiedy zdecydowałam się na ciążę odstawiłam w 100% wszystkie kolorowe kosmetyki. Trochę z bólem serca, bo niejednokrotnie chciałam zamaskować kilka swoich niedoskonałości. No ale zdrowie ważniejsze. Dziecko ważniejsze. Nie chcąc narażać dziecka nie malowałam się też przez cały okres ciąży. No a potem karmienie. Też zero makijażu. I tak mijały miesiące aż… aż trafiłam na Felicea. Już nawet nie wiem jak ich znalazłam. Chyba szukając alternatywy w internecie. I okazało się, że istnieje rozwiązanie! Bezpieczne rozwiązanie!

Felicea? Z czym to się je?

Felicea to polska marka kolorowych kosmetyków naturalnych. Są one wytworzone z naturalnych składników oraz mineralnych pigmentów. Nie zawierają m.in. parabenów. Do tego firma podaje na swojej stronie szczegółowy spis WSZYSTKICH składników danego produktu. Co w tym niezwykłego? A no to, że podają ją też w języku polskim. Nie każdy przecież wie co to Tocopheryl Acetate czy Bambusa Arundinacea Stem Extract. A to po prostu witamina E oraz ekstrakt z bambusa.

Dla każdego coś miłego

Obecnie w swoim portfolio Felicea ma ponad 50 produktów. Dla mnie to zupełnie wystarczająco. Jest korektor, puder, bronzer, błyszczyki, cienie do powiek, konturówki do ust, szminki itp. Na razie wypróbowałam to, czego zwyczajowo najczęściej używam. Czyli korektor, puder, kredka do brwi, czarny cień do powiek w kredce oraz szminki w odcieniu rubin oraz nude.

Korektor i puder dobrze sobie radzą z zamaskowaniem przebarwień i innych niedoskonałości skórnych.
Kredka do brwi – super! Nie mam nic do zarzucenia. Idealna konsystencja, łatwo się rozprowadza.
Cień do powiek w kredce - dla mnie bomba. Można nią malować całą powiekę lub łatwo pokryć tylko wybrany fragment. Np. robiąc kreskę na dole powieki.
No i moje najnowsze nabytki to szminki. Nude super. Taki delikatny, lekko pobłyskujący. Rubin – spoko, ale chyba nie dla mnie. Przekonałam się, że nie czuję się dobrze z takim intensywnym kolorem na ustach. Jednak dla tych, które lubią intensywnie czerwone usta – jak najbardziej.

Te kosmetyki są na tyle subtelne, że nie dają efektu „tapety” na twarzy.

Zdrowe kolorowe środowisko

Wiecie co jest jeszcze bardzo dużym plusem tych kosmetyków? Że są one przyjazne dla środowiska. Dlatego nie będą jedynie hitem dla wszystkich ‘eco-friendly’ ludzi, ale też dla tych lubiących podróże. Gdy pójdziecie się kąpać w jeziorze, rzece nie zatrujecie zaraz swoimi kosmetykami z twarzy całego życia w tym akwenie wodnym. Po co wprowadzać kolejne chemikalia do obiegu. Potem jemy te ryby, które już nie wiadomo czy zdrowiej je jeść czy nie jeść po tym jak chłoną i akumulują te wszystkie „dobrodziejstwa” cywilizacji.

Jakiś minus musi być

Jeżeli miałabym się do czegoś przyczepić to jedna drobna rzecz na stronie www marki. Jeżeli ktoś trafia tam po raz pierwszy na stronę główną sklepu internetowego może być zdezorientowany i szukać tych 50 produktów. Na tej stronie znajdzie ich tylko kilka. Aby dotrzeć do kolejnych wariantów jednego produktu (czytaj – innych odcieni i kolorów kosmetyku) trzeba wejść w daną kategorię produktu. Czyli, widząc zdjęcie czerwonej szminki i szukając innych odcieni – trzeba nacisnąć w „więcej”. Nie do końca jest to aż tak intuicyjne. Ja się dałam na to za pierwszym razem nabrać. Zdziwiłam się dlaczego cień do powiek jest w postaci bezbarwnej skoro to miały być kolorowe kosmetyki. 🙂
Jak by było napisane „różne kolory/odcienie” pod zdjęciem zapewne nie byłoby tych wątpliwości.

Koniec końców… na to czekałam!

Powiem tak: Felicea – dziękuję, że jesteś! Dokładnie na takie rozwiązania czekałam. Do tego marka przewyższyła moje oczekiwania chociażby… cenami. Wszystkie produkty są w bardzo, ale to bardzo przystępnych cenach. Dlatego nie miałam większych oporów wyrzucić całą moją dotychczasową nienaturalną kosmetyczkę i uzupełniać ją produktami naturalnymi z Felicea. Ale co Wam będę tu mówić - sprawdźcie sami: www.felicea.pl

 


 

Jeśli spodobał Ci się tekst i tematyka zdrowia jest Ci bliska - udostępnij post i/lub polub nas na Facebooku. 🙂