Australia była od zawsze moim celem podróżniczym „number 1”. Nigdy nie brałam sobie do serca potencjalnego zagrożenia ze strony dzikich zwierząt żyjących na tym kontynencie. Aż do czasu…

… aż do czasu, gdy mieliśmy już kupione bilety lotnicze na nasz wyjazd. Nigdy nie uważałam, by wyjazd do tego kraju wiązał się z jakimkolwiek poważnym ryzykiem. Nawet jadąc tam z małym dzieckiem byłam spokojna. Przecież to nie Afryka… Australia miała być dla nas bezpiecznym wyborem. A jednak…

W Australii wszystko chce Cię zabić... Ponoć

A jednak wszyscy wokół próbowali nam wmówić strach przed wyjazdem. No bo tam są rekiny. I są krokodyle. Do tego jeszcze jadowite pająki i węże. Ba – najwięcej gatunków jadowitych węży jest właśnie w Australii!

Jak już setny raz słyszałam te ‘ostrzeżenia’ od rodziny i znajomych, to postanowiłam w końcu sprawdzić jak to jest. Czy naprawdę Australia jest taka niebezpieczna? Czy często dochodzi do poważnych incydentów z dzikimi zwierzętami?

Tylko co to znaczy często? Czy 9 ofiar śmiertelnych rocznie to dużo czy mało? A co jeśli ofiar jest rocznie 700? Ile ich jest w rzeczywistości? Czy podczas miesięcznej wyprawy napotkamy na te zwierzęta?

Krokodyle

Był słoneczny, upalny dzień. Chcieliśmy się ochłodzić w jakieś rzece, jeziorze. Pytamy w Informacji Turystycznej czy jest coś adekwatnego w pobliżu. Pani z obsługi miło nam odpowiada:

- Oh tak. Niedaleko jest bardzo przyjemne dorzecze. Nazywa się „Aligators nest”
- Hmm. Czy to na pewno bezpieczne miejsce do pływania?
- Ależ jak najbardziej!
- Nie ma tam aligatorów?
- W Australii nie mamy aligatorów!
- Jak to nie??? Przecież wszyscy wiedzą, że w Australii…
- Mamy krokodyle, ale nie aligatory.

Szczerze, to wolałabym już te aligatory od krokodyli. No ale nie mam na to wpływu. W Australii mamy krokodyle. Do tego są to jedne z tych mniej miłych - krokodyle słonowodne. Pytaliśmy Australijczyków z Południa kraju jeżdżący co roku na miesięczne wakacje do Queensland aż po północną część wybrzeża - czy kiedykolwiek widzieli krokodyla. Takiego prawdziwego, dzikiego. Stwierdzili, że nie – nigdy. My też nie widzieliśmy. Nie licząc tych w Australian Zoo.
Ale przejdźmy do faktów.
#Fakt1. Krokodyle w Australii nie są wszędzie. Obecne są głównie na wybrzeżu północnej części Australii (Północna część Queensland i Western Territory jak i wybrzeże Northern Territory). Najlepiej wpisać sobie w googlu „crocodiles Australia map” i dać na grafikę. Dostaniemy wtedy pełen obraz, gdzie te gady bytują.
#Fakt2. Wszędzie, gdzie występują krokodyle są wyraźne ostrzeżenia.
#Fakt3. Szacuje się, że co roku nawet kilkaset osób ginie od krokodyli, ale… w Afryce! W Australii dochodzi średnio do 3,5 śmiertelnych incydentów rocznie.
#Fakt4. Wypadki te prawie nigdy nie dotyczą turystów (którzy raczej nie idą się dobrowolnie kąpać w rzece pełen krokodyli). Są to przede wszystkim tubylcy, którzy nie zachowują odpowiedniej ostrożności i często też rdzenni Aborygeni.
#Fakt5. Dla porównania: kilkaset (!) razy więcej osób umiera co roku z powodu ukąszeń os i pszczół.

Tak, ten powyżej z Alą w paszczy to atrapa :]

Rekiny

Ze statystyk wynika, że masz prawie 40-krotnie większą szansę (choć lepsze będzie tu słowo ‘ryzyko’) umrzeć z powodu uderzenia piorunem niż przez pożarcie/atak rekina. No, ale chcemy żyć i uniknąć obu wydarzeń. W Australii ryzyko śmiertelnego wypadku na rowerze jest również kilkukrotnie wyższe niż prawdopodobieństwo, że zostanie się zjedzonym przez rekina.
#Fakt1. Najwięcej ataków rekinów zostało odnotowanych w USA. Jednak największy odsetek śmiertelnych było w Australii.
#Fakt2. Co roku giną ok. 3 osoby w Australii przez rekiny.
#Fakt3. Ataki są głównie skierowane na surferów oraz nurków.
#Fakt4. W niektórych rejonach Australii są specjalne siatki w morzu mające chronić przed rekinami oraz meduzami (Stingers). Są też gdzieniegdzie patrole lotne wypatrujące rekiny z helikopterów.
#Fakt5. Dla porównanie: kilkaset (!) razy więcej osób umiera co roku staranowanych przez bydło.

Węże

To był zaledwie trzeci dzień w Australii. Nasza pierwsza piesza wędrówka na szlaku. Przepiękny zielony park narodowy Lamington. Po godzinnej przechadzce wyznaczonym szlakiem w lesie już prawie wróciliśmy na parkingu do auta. Nagle – STOP! Zatrzymuję się w jednej chwili. Jakieś 6 metrów przede mną, w poprzek samego szlaku leży leniwie wielki zielony wąż! I tak sobie leżał. Ani go obejść (dość strome zbocze), tym bardziej przeskoczyć. Musieliśmy cierpliwie poczekać, aż ów Pan wąż zdecyduje pójść sobie dalej. To było nasze pierwsze i ostatnie spotkanie z wężami w Australii.
Tak, w Australii jest najwięcej gatunków jadowitych węży. Jednak wbrew pozorom one wcale nie czyhają na ludzi by ich ukąsić. Nie jesteśmy dla nich przysmakami, na które warto tracić siły. Jedynie sprowokowane, nadepnięte i w ramach swojej obrony mogą ukąsić.
#Fakt1. Atakują jako akt obrony, gdy sprowokowane lub gdy czują się zagrożone.
#Fakt2. Co roku ginie w Australii średnio 2,4 osób z powodu ukąszeń przez węże.
#Fakt3. Dla porównania: W Polsce co roku ok. 500 osób ginie w skutek morderstw.

Pająki

Zaledwie wylądowaliśmy w Australii i udaliśmy się do pierwszego hotelu (znanej sieciówki hoteli). Biorę nasza małą Alę na ręce i idę pochodzić po bardzo schludnym (!) hotelu. Na ścianie niedaleko recepcji widzę coś dużego owłosionego. Jest wielkości prawie połowy mojej dłoni. Aż oczom nie chcę wierzyć! Tu?! W takim hotelu, gdzie ciągle sprzątają. Pomyślałam, że to zapewne jakiś dziwny żart ze strony młodych recepcjonistów. Ale wolę się upewnić. Pytam więc:

- Czy ten pająk na ścianie jest prawdziwy?
- Jaki pająk???
- No ten duży tutaj obok Was - co na ścianie siedzi.
Pracownik hotelu patrzy ze zdziwieniem na ścianę i odpowiada:
- Hmm, no – musi być prawdziwy. Ciekawe skąd się wziął…?
Niewzruszony wziął grube warstwy ścierek i ręką (!) pająka unicestwił.



Czytaj też: Australia z dzieckiem - Jak nasz bobas zachorował i wylądował w szpitalu.



To był pierwszy i ostatni nasz kontakt podczas wyjazdu z dużymi, straszącymi wyglądem pająkami.
Prawda, że w Australii jest dość sporo dużych pająków. Jednak jedynie 2 gatunki stanowią rzeczywiście poważne zagrożenie dla życia. To Sydney-funnel web oraz mały Redback Spider.
#Fakt1: Od wynalezienia antytoksyny (surowicy) nie dochodzi już prawie wcale do wypadków śmiertelnych. Przez niemal 40 lat nie było śmiertelnego incydentu.
#Fakt2: Średnio w Australii ginie rocznie 0 osób od ukąszeń pająków.

Stingers (Jellyfish)

Te zmory uprzykrzają życie miłośnikom kąpieli wodnych w oceanie. Właśnie wtedy, gdy ma się na nie największą ochotę – w porze australijskiego lata (grudzień/styczeń) pojawiają się w wodzie nie tylko ludzie, ale i one – tzw. stingers. Ich obszar występowanie jest dość podobny do tego od krokodyli. Wybrzeża północnej części Australii. My akurat byliśmy w okresie australijskiej zimy kiedy tych meduz nie ma i nie stanowią żadnego zagrożenia.
#Fakt1: Skutecznym antidotum na poparzenia (trucizny) tych meduz jest ocet. Zwykły ocet. Dlatego w rejonach, gdzie stingers występują, nie dość, że znajdziemy wszędzie ostrzeżenia to pod ręką na plażach są też butelki z octem.
#Fakt2: Średnio co roku ginie w Australii 0,3 osób z powodu Jellyfish.

(nie)bezpieczne życie w Australii

Podsumujmy zatem śmiertelne wypadki spowodowane przez te australijskie dzikie zwierzęta, których się wszyscy obawiają. Wychodzi nam około 9 przypadków rocznie. Czy to dużo?

W tym samym czasie dochodzi do znacznie większej ilości śmiertelnych wypadków drogowych. W porównaniu z Australią w Polsce ginie co roku o 700 osób więcej na drogach (uwzględniono różnicę w liczbie ludności). Skoro zatem nie boimy się wsiadać w Polsce do auta czy być pieszym idącym blisko ulicy, to tym bardziej nie powinniśmy się obawiać dzikich zwierząt w Australii. Szczególnie jeśli zachowamy zdrowy rozsądek i będziemy przestrzegać znaków ostrzegawczych. Choć ja osobiście na surfowanie w Australii niekoniecznie bym się zdecydowała. Mimo wszystko 😉

Pamiętajmy też, że średnia wieku Australijczyków jest ostatecznie wyższa od Polaków (mężczyźni żyją prawie 7 lat dłużej w AU niż PL). Zatem summa summarum zdrowiej i bezpieczniej jest żyć w Australii niż w Polsce.



Jeżeli spodobał Ci się wpis polub nas na Facebooku, aby być na bieżąco 🙂

Unable to display Facebook posts.
Show error

Error: Error validating application. Application has been deleted.
Type: OAuthException
Code: 190
Please refer to our Error Message Reference.