Wspomnienie porodu powinno być piękne. To jedne z najważniejszych chwil w życiu rodziców . Jak się przygotować, aby ten dzień był wspaniałym wspomnieniem?

Która kobieta nie boi się porodu? Szczególnie pierworódki lub te, które już mają za sobą ciężkie chwile na porodówce boją się tego dnia jak ognia. A tymczasem jest wiele rzeczy, które możemy zrobić, aby poród ułatwić sobie i… dziecku.

Moje podejście

Sama też się porodu obawiałam. To co nieznane po prostu budzi lęk i obawy. I jeszcze tyle niemiłych historii się słyszy… Dlatego postanowiłam, że jak do wszystkiego w życiu, i do tego dnia chcę się jak najlepiej przygotować. Jestem zdania, że na wszystko mamy wpływ. Czasem większy, czasem mniejszy. Ale jeśli mogę cokolwiek zrobić, aby sobie i dziecku ułatwić to dość trudne wydarzenie – to zrobię wszystko, co w mojej mocy. Tak też zrobiłam.

Ostatecznie mój poród był rewelacyjny! Serio. Pewnie, że był bolesny i nie była to bułka z masłem, ale było do przejścia i mam z niego piękne wspomnienia. Już pół godziny po porodzie powiedziałam do męża: „Jak to tak wygląda – to ja mogę rodzić”.

Co takiego zrobiłam

W pierwszym trymestrze jeszcze nie tak wiele robiłam. Wtedy przede wszystkim dbałam o to, aby utrzymać ciąży (co przy PCOS jest ponoć nieco trudniejsze). Wtedy przede wszystkim się oszczędzałam i zrezygnowałam z zajęć pole dance. Starałam się też jeść zdrowo (przede wszystkim unikać produktów z puszek - ze względu na ksenoestrogeny). Jednak już w drugim trymestrze zaczęłam myśleć powoli o porodzie. Czyli jak się dobrze przygotowywać.

Przygotowanie psychiczne

Tak, będzie boleć. No chyba, że wygrałaś w lotku i jesteś tą jedną na milion, która akurat rodzi „przy okazji” nie odczuwając większego dyskomfortu. Zdecydowaną większość jednak będzie boleć. Trzeba spróbować się do tego bólu zdystansować. Bardzo dużo motywujących słów wyczytałam w książce „Joga na czas ciąży i porodu. Przygotowanie do naturalnych narodzin” Dorothy Guerra. Prowadziła mnie przez całą ciążę. I dawała takiego kopa, że gdy przeczytałam ją po raz pierwszy chciałam już zacząć rodzić! Tak! Nie mogłam się już doczekać wypróbowania wszystkich wyczytanych metod i sugestii. Dlatego książkę, fragmentami, wraz z moimi notatkami z przemyśleń czytałam jeszcze kilka razy aż do porodu. I nawet ją zabrałam do szpitala…
Ja do porodu szłam z nastawieniem, że każdy skurcz jest bardzo potrzebny i każdy pomaga mi jak i dziecku w całym przebiegu porodu. Z każdym skurczem jesteśmy bliżej celu.

Ruch to zdrowie i łatwiejszy poród

Od drugiego trymestru dbałam już o ruch. Nie był on za intensywny, ale był regularny. Dominowały długie spacery i joga! Zajęcia jogi dla kobiet w ciąży oraz wykonywane w domu ćwiczenia proponowane przez Dorothy Guerra, o której już wyżej wspominałam. Joga niesie ze sobą wiele korzyści. Z jednej trony aspekt fizyczny - wyrabianie mięśni i rozciąganie. Dobór odpowiednich pozycji dla kobiet w ciąży pomagają wzmocnić niezbędne do porodu części ciała. Jednak joga uczy też technik oddechowych i po prostu świadomego, kontrolowanego oddychania. Dorothy Guerra proponuje różne schematy oddechowe dostosowane do poszczególnych faz porodu. Jeżeli będziemy chcieli je zastosować to warto je wcześniej przećwiczyć. W szpitalu nie będzie już czasu i nie będziemy mieli głowy, aby się czegoś uczyć 😉

Czary mary, czyli niezastąpiona afirmacja

Na każdym etapie życia możemy stosować autosugestię/afirmację. Tak jest też w kwestii porodu. I ja to kupuję. Już nieraz w życiu mi się sprawdziła. To moc pozytywnych myśli. Mówisz w myślach same pozytywy o swoim porodzie i je sobie malujesz oczami wyobraźni. Np. powtarzasz jak mantrę w myślach „Mój poród jest szybki i przyjemny”, „jestem silna i z łatwością rodzę moje dziecko”. Znawcy od autosugestii zalecają, aby te zdania wyrażać w czasie teraźniejszym i używać wyłącznie pozytywnych słów. Dlatego nie możemy używać fraz jak „ból”, „strasznie” itp. Dlatego nie będzie dobrą autosugestią „nie będzie tak strasznie”… Trzeba znaleźć na jego miejsce inne, pozytywne wyrażenie typu „będzie przyjemnie”. Ja wieczorami przed snem kilka takich mantr powtarzałam w myślach.

Można też stosować wizualizację porodu. Jest kilka technik, a nawet płyt CD dedykowanym temu zagadnieniu. Miałam taką. Wypróbowałam. Na mnie średnio to działało. Jednak są osoby, do których ta metoda przemawia.

Konkrety – przygotowanie krocza

No dobra. Ale przejdźmy do konkretów 😉
Jeśli tak jak ja, chcecie  uniknąć za wszelką cenę pęknięcia krocza i jego zszywania – to przygotujcie odpowiednio Wasze ciało. Proponuję tu 3 rozwiązania.

a) Ćwiczenia na mięśnie kegla - dozwolone właściwie od zaraz (nawet gdy nie jesteś w ciąży) 😉
b) Masaż krocza – dozwolona od 34 tygodnia ciąży
c) „Ćwiczenia” ze specjalnymi balonikami (Epino Delphine lub Aniball) – dozwolone na ok. 3-4 tygodnie przed planowanym terminem rozwiązania

Mięśnie kegla można ćwiczyć zawsze i wszędzie. Czy to w pracy, czy w aucie czy siedząc na kanapie przed telewizorem. Ja wykorzystywałam jazdę samochodem, ponieważ  przez pierwsze 2 trymestry codziennie dużo za kółkiem siedziałam. Przypomnieniem były wszystkie czerwone światła. Gdy się denerwowałam, że znów muszę stać na światłach przypominałam sobie, że ten czas mogę przecież świetnie wykorzystać. Właśnie zaciskając i rozluźniając mięśnie kegla, które przy porodzie będą bardzo potrzebne. Zadbajmy więc o ich kondycję 😀
Kolejne 2 propozycje są dozwolone dopiero na późniejszym etapie ciąży. Tu przeciwwskazaniem do ich wykonywania jest zakażenie pochwy. Najlepiej też zawsze zapytać lekarza lub położnej o przeciwwskazania. O ile każdy z tych specjalistów zna opcję masażu to nie każdy jeszcze zna opcję z balonikiem. Mi tą metodę poleciła znajoma, jest zdania, że tylko dzięki temu przygotowaniu udało jej się naturalnie urodzić. Ja osobiście korzystałam z Aniball, który jest tańszy od Epino. I jestem z niego bardzo zadowolona. Tak, udało mi się zachować moje krocze w całości. 😀

Podczas porodu

W pierwszych fazach byłam nieodłączna od piłki Fitball na której skakałam, huśtałam się i rozciągałam. Piłkę używałam na zmianę z ćwiczeniami do jogi (wzięłam do szpitala swoją matę do ćwiczeń). Gdy już skurcze były  coraz mocniejsze to dołączyłam oddechy. Piłka, joga, oddechy. I nawet gdy było już bardzo źle, w sensie boleśnie (chwila przed skurczami partymi) jeszcze zebrałam w sobie siłę by wrócić z łóżka na matę i delikatnie się poruszać. Wtedy wszystko ruszyło z kopyta i w ciągu kolejnych 15 min moja córeczka była na świecie. Obyło się bez szkód i bez traumy. Wręcz przeciwnie.  Te i kolejne chwile stały się wspaniałymi wspomnieniami, pełen emocji i wzruszeń.

Nie bez znaczenia było dla mnie też samo miejsce i otoczenie porodu i to, że mieliśmy pokój rodzinny. O tym jakie to istotne pisałam już  TUTAJ.

Życzę Wam, aby ten ważny dzień był dla Was wyjątkowy! Aby to umożliwić – dobrze jest się do niego przygotować.


Polub nas na Facebooku, aby być na bieżąco 🙂
Podziel się wpisem z kimś, komu może się ta wiedza przydać.