Jeśli masz małe dziecko i prowadzisz aktywne życie to na pewno nie raz miałeś problem typu „gdzie dziecko położyć spać?”. Czy to na spotkaniu u znajomych, czy to w hostelu lub na łonie natury. Wszędzie tam sprawdzi się wprost idealnie. A mowa tu o poręcznym łóżeczku turystycznym Koo-di.

Nabyliśmy go ze sklepu tublu.pl przed naszą wyprawą do Australii. Nie wiedzieliśmy na jakie warunki za oceanem trafimy ani jakie będzie wyposażenie hoteli i hosteli. Za to wiedzieliśmy na pewno, że spędzimy sporo czasu na świeżym powietrzu. I wiedzieliśmy też, że australijska fauna jest nade to bogata w nieprzyjazne gady i owady. I jak tu bezpiecznie położyć dziecko na drzemkę? Z pomocą przyszło nam łóżeczko Koo-di. Sprawdziło się nawet lepiej niż się tego spodziewaliśmy.

Dlaczego akurat Koo-di?

Dlaczego wybraliśmy akurat markę Koo-di?

  • W pełni zabudowany. Głównym argumentem było to, że jako jedno z niewielu łóżeczek turystycznych Koo-di jest szczelnie zamykany. Jest w 100% zabudowany, bez najmniejszej dziurki, przez którą mógłby przemycić się komar lub pająk.
  • Po prostu świetnie się prezentuje. Dostępny w kilku ciekawych kolorach. To gadżet nie na jeden sezon – więc wygląd ma znaczenie! 🙂
  • Proste rozkładanie. To mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło – szybkość i prostota rozkładania łóżeczka. A wiadomo, że nieraz jest potrzeba sprawnego przygotowania miejsca na wypoczynek dla dziecka, gdy to nam na rękach przysypia. W załączonym filmiku widać jak się łóżeczko rozkłada.

Zatem decyzja padła na Koo-di. I to był strzał w dziesiątkę. Całe łóżeczko zapakowane z materacykiem w pokrowcu ma wymiary 60x30x15cm. Jest to mało jeśli chcemy je wrzucić do auta lub zabrać w rękach do znajomych. Jeśli chcemy jednak oszczędzać dodatkowo miejsce i zabrać je np. w walizce to też jest na to rozwiązanie. Można się pokusić o zabranie łóżeczka bez materacyku. My właśnie tak postąpiliśmy lecąc do Australii. Mieliśmy ze sobą śpiworek pasujący też do wózka i koce, co nam zupełnie wystarczyło. Bez małego materaca łóżeczko zajmuje minimalną ilość miejsca.

Hotele

Podróżując śpimy w wielu przeróżnych hotelach, hostelach i kwaterach prywatnych. I o ile nie są to hotele dostosowane pod rodziny z dziećmi to zazwyczaj nie ma w nim łóżeczka dedykowanego dla małego bobaska. Wtedy gospodarze proponują nam pokój 3-osobowy. Zazwyczaj dodatkowo płatne za dodatkowe łóżko. A my na to: „Dziękujemy bierzemy pokój dwuosobowy. Mamy swoje łóżeczko”. I płacimy wtedy też za pokój dwuosobowy (bez dostawki).
Poza tym, to co mi po dostawionym łóżku dla dorosłych jak moja 8-miesięczna dzidzia z niego spadnie. Wolę zdecydowanie Koo-di. Zamknę i wiem, że jak rano wstanę dziecko będzie w swoim łóżeczku. Ok., z tym rano jak wstanę przesadziłam. Jeszcze są dwie pobudki nocne w międzyczasie… Ale zawsze, gdy wstaję córeczka jest na swoim miejscu – w łóżeczku Koo-di. 🙂

Na łonie natury

Czy to piknik w parku, czy odpoczywamy w ogrodzie. A może łapiemy promienie słoneczne na plaży. Wszędzie tam zabieramy Koo-di. I nie rozkładamy go tylko, gdy dzidzia chce spać. Ale rozkładamy je każdorazowo, gdy odpoczywamy (aktywnie) na łonie natury. Do łóżeczka wsadzamy zabawki, czasem, kiedy słońce mocno świeci nakrywamy Koo-di chustą, która zapewni dziecku wypoczynek w cieniu. Na łąkach chroniła przed owadami, na plaży przed piaskiem niesionym przez wiatr. Taki mały wiatrochron dla dziecka 🙂

U znajomych

Nie zawsze jesteśmy w podróży. W przerwach między wyjazdami Koo-di nie idzie w kąt. Wręcz przeciwnie. Zabieramy je regularnie ze sobą – gdy idziemy z naszą Bubą do znajomych. Nawet jeśli w domu znajomych jest odpowiednie łóżeczko dla dziecka oznacza to, że wśród domowników jest co najmniej jeden mały człowieczek, który to łóżko zajmuje. Żeby nie doszło do konfliktu interesów 😉 wolimy mieć swoje posłanie w postaci mini łóżeczka turystycznego. Dzięki niemu możemy dłużej zostać na spotkaniach i nie ogranicza nas pora kiedy trzeba położyć dziecko spać.

Czy jest się czego przyczepić?

Na nasze potrzeby i wymagania łóżko jest bardzo dobre i nie mamy czego się czepiać. Jedyne co może dla niektórych osób wymagać trochę wprawy, to składanie łóżeczka. Składa się je tak jak blendę lub coraz bardziej popularne namioty quechua. To co jest dla niektórych minusem (trzeba się nauczyć tego odpowiedniego sposobu składania) jest tak naprawdę plusem. To dlatego, że jak się już wyrobi ten odpowiedni chwyt, to łóżeczko składa się w mgnieniu oka.

Czy obędzie się bez łóżeczka Koo-di?

Jest wiele osób, które żyje bez takiego łóżeczka. Jednak bez dwóch zdań Koo-di ułatwia życie (aktywne życie) rodzicom. I powiem tak – w Australii już po pierwszym dniu nie miałam cienia wątpliwości, że Koo-di jest nam niezbędne. Dlaczego? Pierwszego dnia pobytu, stacjonując w hotelu Ibis, zobaczyłam na ścianie przy recepcji dużego pająka tarantulopodobnego. Był spory i owłosiony, i na przyjaznego nie wyglądał. Całkiem możliwe, że to zwierzątko nie miało złych zamiarów. Wolałam się jednak nie przekonywać. Wtedy poczułam wielką ulgę, że mamy ze sobą Koo-di, do którego żaden nieproszony gość nie wejdzie 😀

Jeśli i Wam łóżeczko może się przydać to sprawdźcie ofertę Tublu. 🙂
Mają też inne modele w ofercie i Koo-di w różnych kolorach.

 


 

Jesteśmy na Facebooku 🙂