Dwa tygodnie trwała nasza nierówna walka z rozległym zapaleniem skóry po odparzeniu pieluszkowym. Wystarczyły 2 dni ‘babcinych metod’ i odparzenie zniknęło całkowicie. 

Sądziłam, że nam się to nie zdarzy. Dotąd każde małe zaczerwienieni na pupce córci znikało tak szybko jak się pojawiało. Jak tylko coś się działo to od razu sypałam mąką ziemniaczaną, chwilę wietrzyłam jej pupkę zanim założyłam nowy pampers. I ten nawyk pozwolił mi przez 10 miesięcy uniknąć jakichkolwiek problemów z odparzeniami. Nie potrzebowałam stosować żadnych kremów i maści. Aż tu nagle…

…Aż tu nagle  moja czujność przygasła. Byliśmy akurat w rozjazdach gdy Ali znowu pojawiło się delikatne zaczerwienienie pod pieluszką. Byliśmy w gościach za granicą i nie miałam pod ręką mąki ziemniaczanej. Sądziłam, że samo się wygoi skoro nigdy nie mieliśmy z odparzeniami problemu. Mieliśmy w tym okresie dość napięty plan będąc cały czas w drodze. Nie poświęcałam czasu na wietrzenie pupy. Do tego skończyły nam się Pampersy i kupiliśmy jedyne dostępne w pobliżu pieluszki jakieś taniej firmy ‘no name’. I to chyba był gwóźdź do trumny. Odparzenie nie dość, że w ciągu kilku dni nie zniknęło to zaczęło się powiększać. Zaczęliśmy sypać mąką. Jednak stan już był na tyle zaogniony, ze sama mąka nie dawała rady. Po kilku kolejnych dniach zaczerwienienie stało się już rozległym stanem zapalnym i wyglądało naprawdę niezdrowo. Wtedy do akcji wkroczyły różne reklamowane maści i kremy jak Alantan, Nivea, Sudocrem. Nie dawały radę. Odparzenie pieluszkowe dalej się powiększało i przeszło już nawet na uda córci. Wiedziałam, że już niewiele nas dzieli od jakiś mocnych maści z antybiotykiem.

Czyli nadszedł najwyższy czas sięgnąć po metody naszych mam. Sama nie mogłam wyjść z podziwu, że po 2-3 dniach stosowania tych metod po odparzeniu nie ma śladu. Rumień całkowicie zniknął, a pupcia córci była znów zdrowa i gładka jak pupa niemowlęcia!

A zastosowałam zaledwie 3 proste rzeczy:
1) Wielogodzinne wietrzenie pupy. Jak tylko byliśmy w domu puszczałam Młodą z gołą pupą. Spędzała tak około 6 – 7 godzin na dzień. Oznaczało to oczywiście wielokrotne sprzątanie podłogi, bo Mała załatwiała swoje potrzeby po prostu „w biegu”. Doceniłam wtedy bardzo fakt, że się nie zdecydowaliśmy na dywany w mieszkaniu… 😉 Wietrzenie pupy było też dobrym momentem na zaznajomienie Ali z nocnikiem.
2) Stosowanie pieluszek tetrowych zamiast kupnych pampersów. Całymi dniami nie mogła latać nago. Jak tylko zaszła potrzeba ubrania czegoś na pupę to zakładałam pieluszki tetrowe, które co 1-2 godziny zmieniałam. Sztuka wiązania tetr to osobny temat. To, co nasze mamy robiły po mistrzowsku obecnie należy do kategorii wiedzy tajemnej. Nie zagłębiając się zbytnio w ten temat wypracowałam szybką i prosta alternatywę. Nakładałam na pupę 2 złożone tetry, a na to naciągałam majtki lub przyległe krótkie spodenki. Działało. 😉
3) Smarowanie Tormentiolem. Przez 2 noce smarowałam maścią Tormentiol, które stosowały też nasze mamy. Jednak co do tej maści mogą być wątpliwości gdyż w składzie zawiera boraks. Nie mniej jednak wielu farmaceutów i lekarzy ją zaleca do krótkoterminowego stosowania na zaognione odparzenia. A dla tych, którzy wolą całkowicie unikać boraksu jest alternatywa zwana Tormentalum. Ponoć cuda potrafi też zdziałać wodny roztwór fioletu. Następnym razem sięgnęłabym właśnie po te alternatywy. Chociaż sądzę, że takiej potrzeby już u nas nie będzie.

Choć ostatecznie udało nam się sprawnie rozprawić z rozległym zapaleniem unikając stosowania Clotrimazolum i antybiotyku to zachęcam do zapobiegania, a nie leczenia. Dlatego jak się coś małego czerwonego pojawia pod pieluszką to od razu należy wietrzyć regularnie, posypać mąką ziemniaczaną i zmieniać często pieluszkę.