Miesiąc miodowy, czyli 10-dniowy intensywny trip po Stanach. I to w trójkę. My, młode małżeństwo i dobry znajomy. Ani jedna noc nie spędzona w hotelu, hostelu, ba ani jedna noc nie przespana w łóżku. Za to przejechanych prawie 5000 kilometrów, bliskie spotkanie z waleniem, szopami i kojotami. I wzbogacony bagaż doświadczeń w wiele, wiele ciekawych miejsc i sytuacji. Romantyczne bycie we dwoje zostawiliśmy na powrót do Polski 😉

Zadziwiające Stany

Znowu tu jesteśmy. Czyli Stany Zjednoczone wielki come back. Co cenimy tak bardzo w podróżach po Stanach, że chcieliśmy tu wrócić? Ich ogromną różnorodność. Mamy tu i wielkie miasta i molochy, jest i dziki Zachód, gdzie czas zdaje się zatrzymał w miejscu, są te niesamowite parki narodowe zupełnie inne niż nasze europejskie i jest dzika zwierzyna, którą spotykamy się twarzą w twarz (my spotykamy walenie, misie grizzli i szopy pracze).
Do tego USA jest dość łatwo dostępne, no i jako że jest to kraj anglojęzyczny ułatwia to bardzo możliwość porozumiewania się na każdym kroku.

Nasza trasa

Jako, że jest to nasz drugi wyjazd do USA tym razem zaplanowaliśmy odmienną trasę. Pomijamy m.in. popularne Yellowstone i Las Vegas, a jedynie w dwa miejsca postanawiamy i tym razem wrócić. Jest to Grand Canyon oraz Zion (The Narrows). Wszystkie pozostałe miejsca na trasie będziemy widzieć po raz pierwszy.
A tu z grubsza nasza trasa:

Wszystkie ważniejsze punkty trasy:
San Francisco – Patricks Point SP – Red Woods NP – Lassen Volcanic NP – Yosemite NP – Death Valley NP – Hoover dam – Lake Mead – Zion NP – Grand Canyon horseshoe band - Antelope Canyon – Grand Canyon NP – Road 66 – Havasu National Wildlife Refuge – Cambria –  Big Sur – San Francisco

Objaśnienia: NP – National Park; SP – State Park

Trasa w obiektywie

Patricks Point:

Red Woods:

Lassen Volcanic NP:

Yosemite NP:

Death Valley NP:

Hoover dam:

Zion NP:

Grand Canyon horseshoe band:

Antelope Canyon:

Grand Canyon NP:

Road 66:

Cambria and coast side:

Havasu National Wildlife Refuge:

Big Sur:

Nie wszystko "must see"

Niektóre z tych miejsc zwiedziliśmy tylko ‘przy okazji’, bo były po drodze. I tak np. Havasu National Wildlife Refuge nie powinien raczej stanowić głównego punktu docelowego podróży. Podobnie Lake Mead. Super jako chwilowa odskocznia. My po całym dniu jeżdżenia i zwiedzania w 30-stopniowym upale bardzo doceniliśmy to miejsce jako możliwość ochłodzenia się i obejrzenia zachodu słońca kąpiąc się w jeziorze. Miało to swój urok. Ale jako dodatkowy punkt dnia, a nie jako cel podróży sam w sobie.

Co z tej listy uważam zdecydowanie za punkty, które trzeba zobaczyć (tzw. „must see”)? Na pewno Death Valley, Zion (a konkretnie „The Narrows”, gdzie trasa wiedzie nas korytem rzeki i idzie się w wodzie), Grand Canyon, Lassen Volcanic. Oprócz tego warto przejechać się drogami dzikiego Zachodu jak np. Road 66, aby doświadczyć niesamowicie surowego klimatu rejonu. Skłania to do wielu refleksji i pozwala doświadczyć tej niesamowitej różnorodności kontynentu.

P.S. Niedługo zamieszczę szczegółowe relacje z poszczególnych (tych lepszych) miejsc 🙂


Jeśli podoba Ci się to co widzisz - udostępnij lub polub nas na Facebooku 🙂

Unable to display Facebook posts.
Show error

Error: Error validating application. Application has been deleted.
Type: OAuthException
Code: 190
Please refer to our Error Message Reference.

 

  • W przyszłym roku planuje podjechac wiec plan w sam raz dla mnie 🙂 czekam na relacje z parków 🙂

    • Dobrze, że o tym Wioleta wspominasz 🙂 Szczegółowe relacje (z poszczególnych miejsc) z dużą dawką zdjęć – już niebawem 🙂

    • Naturi Naturalnie

      Super Wioleta, że Ci się przyda. Następne relacje pojawią się na dniach 🙂