Podróżowaliśmy już po wieli krajach i kontynentach. Oprócz licznych krajów europejskich zaliczyliśmy też te nieco bardziej wymagające rejony o większych różnicach kulturowych. Czyli takie kraje, w których teoretycznie jest bardziej „niebezpiecznie”, łatwiej o jakąś wpadkę i problematyczną sytuację. Tymczasem cały ciąg małych i większych nieszczęść podróżniczych czekał na nas nie w Indiach, Indonezji, Tajlandii czy odległej Australii, a tuż za rogiem. Czyli w Hiszpanii.

Miało to miejsce już kilka dobrych lat temu. Był to okres, w którym borykaliśmy się z prywatnymi problemami i byliśmy psychicznie zmęczeni. Chcieliśmy też przyoszczędzić i nie mieliśmy głowy ani szczególnie funduszy do planowania jakieś większej wyprawy. Dlatego wybór padł na kraj europejski - konkretnie Hiszpanię, do której znaleźliśmy tanie loty i niedrogie auto z wypożyczalni.
Tego urlopu wypatrywaliśmy długo. Potrzebowaliśmy się odciąć i zresetować. Miał być totalny relaks, zero stresu, zero zmartwień…

Wyszło zupełnie inaczej. Raz po razem zaliczaliśmy kolejne podróżnicze wpadki. Co wszystko poszło nie tak?
Posłuchajcie…

Auto

Zaczęło się już na lotnisku. Choć akurat sam lot odbył się jakimś cudem bez większych komplikacji. Wylądowaliśmy po godziny 21.00 na lotnisku w Gironie. Zabraliśmy bagaże i udaliśmy się po auto, którym chcieliśmy wyjechać jak najszybciej z miasta, aby nocować gdzieś poza Gironą i zaoszczędzić na noclegu. Samochód zarezerwowaliśmy jeszcze z Polski przez serwis economycarrentals.com. Zdecydowaliśmy się na wypożyczalnię Firefly, która miała wtedy dobrą (przede wszystkim cenowo) ofertę. Wszystko dograne, nawet jakaś mała zaliczka była wpłacona. Zatem idziemy po kluczyki. Tak nam się przynajmniej wydawało…

Zanim wyszliśmy z odprawy i znaleźliśmy okienko wypożyczalni Firefly, dochodziła już godzina 22.00. Widzimy jak po kolei spuszczane są żaluzje w okienkach wypożyczalni…

#Lekcja1: Planuj lot tak, aby godziny lądowania były za dnia, a nie późnym wieczorem.

Chwila nadziei

Widzimy okienko firmy Firefly. Uff, na szczęście jeszcze jest otwarte. Biegniemy do niego, aby zdążyć. Udało się. Jesteśmy przygotowani. Podajemy numer naszej rezerwacji i wszystkie dane jakie mieliśmy z dokonanej rezerwacji.
Nie ma nas w systemie. Pokazujemy wydruk rezerwacji. Na nic. Nie ma nas w systemie. Upieramy się, że rezerwowaliśmy auto przez firmę economycarrentals.com i mamy od nich potwierdzenie. Coś nam Pani łamanym angielskim tłumaczy, że oni z nimi nie współpracują, albo na jakiś ograniczonych zasadach współpracują. W każdym razie oni tej rezerwacji nie otrzymali i jak już, to mamy się kłócić z economycarrentals.com. A tak w ogóle to oni by już chcieli iść do domu, bo jest po 22.00 i chcą zamknąć okienko.

Ok. zachowujemy zimną krew. Chcemy zatem na szybko dokonać nowej rezerwacji. Zapomnijmy o tamtej (później będziemy się martwić o zwrot wpłaconej zaliczki). Dajcie nam jakieś inne auto. Wszystko na szybko. Wybieramy jakieś auto, wybieramy najmniejszy pakiet ubezpieczenia (bo oszczędzamy pieniądze, przynajmniej pozornie oszczędzamy) i płacimy kartą kredytową. Albo i też nie. Nie płacimy. Próba druga i trzecia. Nadal nie płacimy. Transakcja każdorazowo jest odrzucana.
Robi się nerwowo. Na lotnisku już żywej duszy nie ma. Pani z okienka już zmęczona i chce iść do domu (na zasłużony wypoczynek). A my chcemy auto! Jakiekolwiek! Byle by stąd już w końcu wyjechać i ruszyć na wymarzony urlop (na zasłużony wypoczynek).

Do widzenia

Kombinujemy z kartą. Przelewamy dodatkowe środki, kontaktujemy się z bankiem. Nie wiadomo o co chodzi. Nie działa i tyle. Nie ma innej opcji zapłaty. Musi być karta kredytowa. Mamy ze sobą tylko tą jedną jedyną. A ona odmówiła posłuszeństwa.
Tymczasem jest już prawie 23.00. Pani z Firefly zamyka okienko. Zaprasza nas jutro od godziny 8.00. Nie mamy auta ani noclegu. Zapewne w innym miejscu, innym mieście – przeczekalibyśmy wtedy noc na lotnisku kładąc się gdzieś na jakieś ławce. Ale nie w Gironie. To lotnisko zostało chyba tak zaprojektowane, aby zniechęcać ludzi do pomysłu przekimania się na nim. Małe, zimne, chłodne i niemal żadnej ławki, ani kącika, w którym można by przycupnąć i przeczekać noc.

#Lekcja2: Sprawdź w jakich godzinach możesz auto w danej wypożyczalni odebrać.

Ostatni bus, ostatni nocleg

To były jeszcze czasy kiedy nie miało się internetu „przy sobie”, w komórce. Już nie patrząc na koszty połączenia internetowego ze swojej lokalnej sieci. Po prostu nie było takiej opcji. Musieliśmy zatem polegać na 15 minutach internetu udostępnianych przez lotnisko. W te 15 minut udało nam się znaleźć jeden jedyny wolny pokój na tą noc w Gironie. 50 euro od osoby. Nie ma wyboru. Tam jedziemy. Około 24.00 załapujemy się na ostatni bus jadący z lotniska do centrum miasta Girona. Od przystanku do hotelu jeszcze kawał drogi. Idziemy pieszo z bagażami. Docieramy przed 2-gą w nocy. Jesteśmy wyczerpani. Fizycznie, a jeszcze bardziej psychicznie.

Następnego dnia wstajemy wcześnie, aby znaleźć rozwiązanie. Musimy mieć auto. To jest pewne. To środek przemieszczania się i nasza główna noclegownia. Nie stać nas było na nocowanie w hotelach.

Goldcar

Korzystamy z hotelowego internetu i sprawdzamy wszystkie możliwości. Jesteśmy też ciągle w kontakcie z bankiem. Bogatsi o garść informacji wracamy znów z całym naszym dobytkiem na lotnisko. Tym razem musi się udać. Na kartę nie mamy co liczyć. Ale znaleźliśmy jedną jedyną wypożyczalnię samochodów, która przyjmuje też karty debetowe. Była to firma Goldcar.

#Lekcja3: Zabieraj ze sobą zawsze 2 karty kredytowe, albo upewnij się, że możesz płacić innym/alternatywnym środkiem płatniczym.

Ubezpieczenie

Z Goldcarem już wszystko idzie pięknie i gładko. W cenie dużo mniejszego auta dostajemy dużo większe – bo Nissana Juke. Jest tylko jeden kosztowny minus tej transakcji. Przy zapłacie kartą debetową istnieje obowiązek wykupienia pełnego i najdroższego pakietu ubezpieczeniowego. No ale ok. Nie mamy wyboru. Jak się okaże później – na szczęście nie mamy wyboru!

Auto c.d.

Jeździmy już kilka dni po Hiszpanii. Krążymy po miasteczkach i tych małych klimatycznych uliczkach. Czasem tak małych, że aż dziwne jak auta się w nich mieszczą i po nich krążą. Czasem tak niesamowicie wąskie, że żadnego manewru nie idzie wykonać. I takie właśnie małe nadmorskie miasteczko postanowiło pozostawić po sobie ślad... Na naszym wypożyczonym Juku. Przy wyjeżdżaniu z arcymałego parkingu przy wycofywaniu wjechaliśmy w mały, ale solidny murek, który nie wiadomo skąd się tam „nagle” wziął. Był na tyle mały, że go nie było widać i czujki tylnego cofania też go nie wykryły. Był jednak na tyle duży, że porządnie nam obrysował i wgniótł tylny zderzak. Chcieliśmy odpocząć, a tu znów wpadka. Będziemy musieli teraz totalnie zmienić nasze plany podróżnicze. Jechać na jakiś przegląd do autoryzowanej stacji (a jesteśmy akurat na końcu świata), zadbać o naprawę i kłócić się o wycenę szkody. Ehh, kilka dni z głowy. Dzwonię do wypożyczalni:

- Witam, chciałam zgłosić uszkodzenie auta wypożyczone z Waszej wypożyczalni.
- Macie pełne ubezpieczenie?
- Tak, mamy.
- To żaden problem. Chcecie auto wymienić na inne?
- Nie, szkoda nie jest uciążliwa i możemy z nią już do końca jechać. (W domyśle: a nóż jeszcze coś zniszczymy).
- Dobrze. Czy coś potrzebujecie?
- Nie. Ale to co mamy zrobić przy zwrocie auta? Gdzieś mamy się w specjalne miejsce zgłosić? Kilka dni wcześniej przed wylotem?
- Nie. Podajcie mi teraz numer auta i polisy. Ja zanotuję. Wy na koniec podróży odstawiacie auto na parking i oddajecie normalnie klucze. My się zajmiemy resztą.

Koniec. Tyle w temacie. Dokładnie tak było. Niczym się nie musieliśmy martwić, za nic płacić. Nikt niczego od nas nie chciał. Temat był zamknięty.

#Lekcja4: ZAWSZE ubezpieczaj wypożyczone auto. Nie ma co na tym oszczędzać. Nie znasz dnia ani godziny. A wakacje mają być odpoczynkiem, a nie dodatkowym stresem (i spędzaniem czasu na wycenach szkód i kłóceniem się z wypożyczalnią).

Na razie z każdej sytuacji wychodzimy obronną ręką. Przekonani, że już teraz będzie dobrze, że już teraz możemy tylko cieszyć się słońcem, plażą i błękitnym morzem jedziemy dalej w naszą najbardziej pechową podróż. Jednak te wszystkie przypadki to dopiero rozgrzewka przed tym co miało się wydarzyć niebawem. Najgorsze jeszcze przed nami…

Czytaj c.d. naszych wpadek: "Jak zaliczyć wszystkie wpadki podróżnicze podczas jednego wyjazdu? Część 2." (link)

 



Udostępnij lub podziel się tekstem z kimś komu mogą się przydać nasze... wpadki, aby ich uniknąć 🙂
Polub nas na Facebooku, aby być na bieżąco 🙂